Strona główna WYWIAD SPOJRZENIE OBIEKTYWNE Osobowości medycyny: Dr n. med. KRZYSZTOF KORDEL

SPOJRZENIE OBIEKTYWNE Osobowości medycyny: Dr n. med. KRZYSZTOF KORDEL

Prezes Wielkopolskiej Izby Lekarskiej – dr n. med. Krzysztof Kordel, opowiada m.in. o błędach lekarskich, opiniowaniu spraw neurochirurgicznych, ekonomii w ochronie zdrowia i edukowaniu lekarzy w kierunku wypalenia zawodowego.

2423
PODZIEL SIĘ

U nas jest odwrotnie?
U nas jest problem z pielęgniarkami.

Mimo, że system kształcenia wraz ze specjalizacjami rozwinął się, mamy kadry, to dużo osób wyjeżdża do pracy za granicę.
Człowiek jest stworzeniem zachowującym się racjonalnie.

Powinien.
Zgadza się. Jeśli tutaj proponuje się osobie pracę za głodową stawkę, a pracodawca w Niemczech, Anglii czy Szwajcarii proponuje 3-4 razy więcej, nie ma w tym nic dziwnego, że taka osoba decyduje się na wyjazd. Do tego pracownik dostaje większą samodzielność oraz nie jest zmuszany do pracy ponad siły, wówczas osoba ta decyduje się na wyjazd. Dzisiaj człowiek zachowuje się racjonalnie. Skończyły się czasy, kiedy Polacy byli narodem „niemów”. Znajomość 2-3 języków wśród młodych ludzi jest normą.

Wyjeżdżają i uczą się nieco innych procesów, np. nie przyjmą pacjenta na 10 minut – bo jest czas przeznaczony na daną procedurę. Jest to duży problem. A jak jest w Polsce?
U nas w specjalistyce mówi się, że lekarz nie może przyjąć pacjenta częściej niż co 20 minut. Natomiast w Wielkiej Brytanii GP (lekarz medycyny ogólnej – przyp. red.) ma określone 7 minut na pacjenta.

W stomatologii do 10 minut.
Tak jest. Tak naprawdę 7 minut jest wystarczające na wykonanie wyłącznie czynności lekarskich.

Ale dotyczy to tylko czynności lekarskich. Czyli lekarz potrzebuje pomocników?
Oczywiście. Pytałem kolegów jak to wygląda w Wielkiej Brytanii, okazało się, że jest dwóch lekarzy i dwunastu pomocników. Jeżeli polski pacjent nie wie, o co w tym wszystkim chodzi, to widzi tylko doktora, który zamiast patrzeć na niego, patrzy w ekran komputera. Jest to traktowane jako lekceważenie, ale biurokracja ze strony płatnika jest taka, żeby jak najwięcej zdjąć z siebie, a przerzucić na lekarza. Przecież NFZ mógłby codziennie wyciągać dane, ale prościej jest zlecić to do opracowania lekarzowi. Tymczasem za drzwiami kłębi się tłum pacjentów. Co ciekawe, mamy jeden z najniższych współczynników kadry medycznej w Europie, natomiast najwyższą liczbę wizyt u lekarza.


Jeżeli polski pacjent nie wie, o co w tym wszystkim chodzi, to widzi tylko doktora, który zamiast patrzeć na niego, patrzy w ekran komputera


 

Jest to spowodowane tym, że dziś pacjent wychodząc od GP od razu zapisuje się do trzech specjalistów „na zapas”.
Tylko że zapomina się o jednej rzeczy – GP to też specjalista. Pierwszą rzeczą, o jaką zawsze pytam kolegów – lekarzy rodzinnych: co Ty masz napisane na drzwiach? Odpowiadają, że „lekarz rodzinny”, a ja im wtedy mówię: Nie – „specjalista medycyny rodzinnej”. Złośliwie bym dodał, że Pani bądź Pan specjalista. Część kolegów mnie posłuchała i kiedy pacjent marudził, to mówili: czy może Pan ze mną wyjść na korytarz i przeczytać, co tutaj jest napisane?