Medyczne ciosy karate

Medyczne ciosy karate

Maciej Prochowski – lekarz internista, pulmonolog. Od zakończenia studiów pracuje w Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Łagiewnikach. Członek Okręgowego Sądu Lekarskiego w Łodzi. Pasjonat sztuk walki. Właściciel czarnego pasa w karate, instruktor karate, sędzia medyczny Polskiego Związku Karate Tradycyjnego. Trenuje od kiedy sztuki walki pojawiły się w Polsce i jak sam przyznaje, uległ fascynacji jak większość młodych osób w tamtym czasie, w nim jednak fascynacja została do dziś.

717
PODZIEL SIĘ

Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 12, s./p. 1133-1480

Anna Rusin: W karate nie można uniknąć urazów. Jak pacjenci reagowali, kiedy przychodził Pan do pracy przykładowo – z podbitym okiem?
Maciej Prochowski: Byli tacy, którzy prosili o zmianę lekarza prowadzącego (śmiech) i prosili, aby ten facet z podbitym okiem czy złamaną ręką nie zajmował się nimi. Były pytania i wątpliwości czy jestem poważnym lekarzem, zwłaszcza kiedy dodatkowo przyjeżdżałem do szpitala rowerem, bo czasami mi się zdarzało i nadal zdarza (uśmiech).

Lekarze zazwyczaj uprawią bezpieczniejsze sporty: tenis, kolarstwo, bieganie… dlaczego akurat karate?
Ja również uprawiam kilka innych sportów (uśmiech), jeżdżę konno, na rowerze, kiedyś grałem też w tenisa. Natomiast na początku lat 70. była niesamowita moda na egzotyczne sztuki walki, wtedy dowiedzieliśmy się o ich istnieniu, ponieważ w Polsce w tych latach znane było praktycznie tylko judo. Karate, kung-fu czy taekwondo – czyli podobne style, ale o różnej genezie: japońskiej, chińskiej i koreańskiej – dopiero wtedy zostały „wprowadzone” do Polski. Uległem fascynacji. Zawsze interesowała mnie „bitka” (śmiech), czyli skuteczny system walki.

Czym teraz jest dla Pana karate?
To mój drugi zawód, ponieważ od wielu lat jestem dyplomowanym instruktorem karate. To również pasja, ale także system samoobrony i bardzo dobry sposób dbania o siebie. W karate zawiera się olbrzymi element gimnastyki ogólnosprawnościowej, to po prostu bardzo bogaty system ćwiczeń fizycznych, który można porównać do pływania czy biegania na nartach; nie ma grupy mięśni, która nie zostałaby użyta.

Wykorzystał Pan kiedyś karate do samoobrony?
Oczywiście, ze względu na to, że uprawiam karate od ponad 40. lat, zdarzyło się, jasna sprawa. Ale to wstydliwe sytuacje i nie należy o nich za dużo mówić (śmiech).

Czy medycyna i karate mają ze sobą coś wspólnego?
Wśród osób, które tworzyły różne style walki było wielu lekarzy. Znajomość anatomii, fizjologii, kinetyki, punktów witalnych – w co uderzyć, a co lepiej zasłaniać, jest bardzo ważna w uprawianiu sztuk walki. Zresztą pierwsze zajęcia sztuk walki były często w klubach AZS przy akademiach medycznych!

Kto może trenować karate?
W odróżnieniu od większości współczesnych dyscyplin, które wymagają bardzo dokładnej selekcji wstępnej – przykładowo bardzo niska osoba nie może zostać koszykarzem – w karate tradycyjnym nie ma warunków wstępnych, uważa się, że każdy może trenować, wystarczy dobrać system, techniki walki do indywidualnych warunków anatomicznych…