Strona główna PASJE MEDYCYNY Medyczne ciosy karate

Medyczne ciosy karate

Maciej Prochowski – lekarz internista, pulmonolog. Od zakończenia studiów pracuje w Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Łagiewnikach. Członek Okręgowego Sądu Lekarskiego w Łodzi. Pasjonat sztuk walki. Właściciel czarnego pasa w karate, instruktor karate, sędzia medyczny Polskiego Związku Karate Tradycyjnego. Trenuje od kiedy sztuki walki pojawiły się w Polsce i jak sam przyznaje, uległ fascynacji jak większość młodych osób w tamtym czasie, w nim jednak fascynacja została do dziś.

1734
PODZIEL SIĘ

Większą część czasu poświęca Pan na trenowanie innych, a co z Pana treningiem?
Próbuję uczyć się szczególnie na seminariach czy spotkaniach z mistrzami. Trenuję dwa razy w tygodniu, zawsze tak było. Do tego staram się przynajmniej raz w tygodniu przykładowo poćwiczyć ogólnorozwojówkę albo jeździć na rowerze. Poza zgrupowaniami nigdy nie trenowałem bardzo intensywnie, chociażby ze względu na stawy – aby nie zużyć ich zbyt szybko.

Nadal bierze Pan udział w zawodach czy zajmuje się wyłącznie trenowaniem?
Nie uczestniczę w zawodach już od wielu lat, zwłaszcza, że sekcja karate Klubu zmieniła swój charakter –  nie uprawiamy już formy sportowej. Ćwiczymy tzw. Combat Karate, czyli system zdecydowanie nastawiony na realną walkę, do potrzeb samoobrony i treningu całego ciała. Ze względu na to, że trenuję różnych ważnych doktorów, nie chcę narażać ich na większe urazy. Nawet kiedy ćwiczymy walkę, zakładamy rękawice bokserskie, żeby nie narażać ich rąk.

Co dotychczas dało Panu karate?
Zniszczone stawy (śmiech)! Dużo satysfakcji, sporo przyjaciół, dobrze spędzony czas, oczywiście również trochę bólu – ale to jest doświadczenie na własnych błędach – sympatyczne środowisko, w którym się obracam. To akurat wymierne korzyści, ale najważniejsze to harmonijny rozwój duchowy. Nie jestem buddystą, jestem katolikiem (uśmiech), niemniej te elementy też trochę się przenikają – koncentracja, medytacja. Nie jestem również taoistą czy mnichem, natomiast niewątpliwie uprawianie karate przez tyle lat pozwoliło mi bliżej zainteresować się i poznać te dalekowschodnie kultury, bo leżały one u podstaw systemów walki. Można powiedzieć, że wzbogaciłem się intelektualnie.

Jakie ma Pan największe marzenie?
Moim podstawowym, najważniejszym marzeniem jest mieć więcej wolnego czasu, nie być tak zmęczonym przez współczesną formę uprawiania zawodu, bardzo zbiurokratyzowaną, z potworną ilością papierów czy elektroniki. Po prostu mieć więcej czasu dla siebie i swoich pasji, dla rodziny. Innych marzeń nie mam.

Dziękuję serdecznie za rozmowę.
Dziękuję.