Strona główna FELIETON Marcin Szumski. Felieton: Trafiony piorunem. Znikąd

    Marcin Szumski. Felieton: Trafiony piorunem. Znikąd

    974
    PODZIEL SIĘ

    Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 10, s./p. 1333-1480

    Pracy czynienie, zarabianie, nieustanne gonienie. Do celu dążenie. Efektów pożądanie i bezmyślnie organizmu zamęczanie.  Zamęczanie psychiczne, fizyczne i satysfakcji czerpanie. Przyjemności sprawianie, prezentów dawanie, ludzi kochanie, dzieci płodzenie. Budowanie, tworzenie, klientów pozyskiwanie, projektów realizowanie. Przyszłości budowanie. Korzyści czerpanie i schyłku osiąganie? Pracujemy, by żyć, żyjemy, by pracować.

    Czasu jest mało, zbyt mało na zdrowe spojrzenie, na dystans do siebie, do otoczenia, do pracy. Gonitwa, strach przed jutrem w niespokojnych czasach: wojna daleko, wojna blisko, terroryzm, zewsząd pojawiający się uchodźcy, krach na giełdzie, dopalacze,  narkotyki, usługi elektroniczne… Tak, właśnie – społeczeństwo informacyjne. Informacyjne w nie do końca dobrym tego słowa znaczeniu.

    Powszechny dostęp do Internetu i szeroki wachlarz usług z nim związanych – od klasycznej poczty e-mail poprzez sieci społecznościowe, blogi pozwalające każdemu znaleźć odbiorcę i osiągnąć swoje życiowe apogeum, krzewiąc mniej lub bardziej skrajne poglądy. Każdy może dziś pokazać światu gdzie był na wakacjach, jakie kupił auto, jak wygląda jego nowo narodzone dziecko czy też modne skarpety w paski. Robimy sobie zdjęcia na tle budynków, trybun, zabytków, a nawet przechodniów czy jedzenia i umieszczamy w sieci. Zdjęcia komentują niezwłocznie ludzie siedzący za biurkiem czy stojący w wielkomiejskich korkach. Fotka obiega świat. Szybciej, niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić. Im lepsza, ciekawsza, tym dalej dotrze, tym więcej osób ją zobaczy.

    Dziwny to czas, gdy pokusom publikowania nie mogą oprzeć się nie tylko dzieci, ale nawet osoby dorosłe czy seniorzy, osoby zawodów publicznego zaufania: nauczyciele, politycy, samorządowcy, lekarze… Dawnego, pożądanego niedzielnego cukierka z wielkiego zamykanego szklanego słoja w latach 30.  zastąpił powszechny dostęp do sieci. Nic w tym złego, że ludzie chcą się komunikować na odległość. Niegdyś wysyłano sygnały dymne, świetlne czy dźwiękowe. Dziś komunikacja jest tak otwarta, jak nigdy przedtem. Chcesz zobaczyć swoją lekarkę w bikini z mężem na Sycylii? Wejdź na fejsa gabinetu. Chcesz zobaczyć jakie jest hobby Twojego dentysty? Wejdź na jego bloga.

    Ciężko pracujemy, zarabiamy, mamy prawo wydać swoje pieniądze wg własnego uznania. Na mleko, alkohol, jachty, konie, kobiety, zegarki, loty w kosmos czy na odkrywanie zaginionych światów, poznawanie ekscentrycznych ludzi. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Próbujesz nowych smaków, nowych kuchni i… jesteś z tego dumny. Więc publikujesz efekty swoich osiągnięć. Danie z ryby fugu, skok na bungee, nurkowanie w niebezpiecznej strefie, polowanie w Afryce na dzikie zwierzęta. Chcesz zrobić coś nadzwyczajnego, potrzebujesz adrenaliny. Chcesz być podziwianym,  być w błysku fleszy? Zabijasz z łuku lwa. Chronionego. Z obrożą. Wyciągniętego z rezerwatu  przez ludzi żądnych Twoich pieniędzy. Pieniędzy zarobionych przez Ciebie. Pieniędzy od Twoich pacjentów. I… nie ma Cię! Znikasz.

    Zostałeś osądzony, skazany, wygnany. Zaocznie. W sieci. W większości przez obcych ludzi. Sieć nie ma granic. Z definicji nie ma jurysdykcji terytorialnej. Nie ma terminów rozpraw, wezwań, przesłuchań. Przegrałeś. Nie masz pacjentów. Nie masz dokąd wracać. Jak samotne drzewo na środku pola trafione piorunem. Znikąd.

    mgr inż. Marcin Szumski