Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek wielu zawodów: prawnik, muzyk, kulturoznawca i menedżer. Można powiedzieć – człowiek renesansu. Od 2013 r. dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, który z wielkim oddaniem zabiega o jego nową siedzibę. Z powodzeniem przyciąga do teatru nowych i młodszych widzów, a za swoje największe sukcesy uznaje m.in. organizację koncertu mistrza Placido Domingo, a także światowej sławy musicali: ,,Jekyll&Hyde” i ,,Hello, Dolly!” Jego przepis na dobry spektakl jest zarazem łatwy i trudny: to wywołanie emocji u widzów. Uważa, że człowiek jest zdrowy, kiedy jest szczęśliwy, a tę radość może dać teatr.

3299
PODZIEL SIĘ

Teatr – według Pana – stał się przedsiębiorstwem?
Teatr jest dzisiaj inny, niż był 20-30 lat temu; teraz zarządzanie finansami, kadrami, działania marketingowe – to są poważne wyzwania ze strony współczesnego rynku. Mogą one zmusić zajmującą się nimi osobę do rezygnacji z części swoich pasji i talentów, ponieważ nie będzie ona w stanie wszystkiego pogodzić. Zarządzanie to bycie jednocześnie liderem i menedżerem, a w praktyce to kombinacja pewnego typu osobowości i umiejętności. Oczywiście nie ulega wątpliwości, że niektórzy polscy reżyserzy i muzycy potrafią to robić.

Kieliszewski4

Według Pana jak jest lepiej? Czy wtedy, kiedy jednak nie zarządza teatrem aktywny zawodowo artysta?
Menedżerowie mogą śmiało zarządzać teatrami i instytucjami muzycznymi. Trzeba tworzyć teatr przez duże „T”, ale też nim zarządzać, tworząc teatr przez małe „t”. To jest to, czego nie widać: dobre zaplecze, bardzo potrzebne, by artyści i twórcy mieli komfort pracy. To jest cały konglomerat działań, którymi artysta niekoniecznie musi chcieć się zajmować. A ja wiem, jakie to ważne.

Praca w teatrze to dla Pana misja czy wyzwanie?
Na pewno wielka przygoda, ale również magia miejsca. Kiedy gaśnie światło, dzieją się rzeczy niezwykłe (uśmiech). Bardzo lubię patrzeć, jak widzowie reagują na widowni. To coś niesamowitego, wręcz magicznego.

Stosuje Pan zamienną obsadę spektakli. Dlaczego?
To jest regułą w teatrach. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszystko może się zdarzyć, aktor może się rozchorować albo być zmęczony. Jeżeli robimy dużą premierę musicalową, wkładamy w nią dużo pieniędzy i pracy. Jak dotąd teatr repertuarowy, również muzyczny, grał np. co tydzień inny tytuł. W dzisiejszych czasach nie możemy sobie na to pozwolić. Czasami gramy kilkanaście spektakli dzień po dniu, więc trudno sobie wyobrazić, żeby codziennie, a czasami dwa razy dziennie, jeden artysta „uniósł” rolę.

Daje to większe poczucie bezpieczeństwa?
Tak, ale również uruchamia rywalizację i współpracę między artystami. Mieliśmy świetny przykład przy ostatniej dużej produkcji – musicalu „Jekyll&Hyde”, gdzie było widać, jak artyści wzajemnie się inspirują, jak sobie podpowiadają, jak razem budują rolę, którą potem starają się realizować wspólnie według zaleceń reżysera.