Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek wielu zawodów: prawnik, muzyk, kulturoznawca i menedżer. Można powiedzieć – człowiek renesansu. Od 2013 r. dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, który z wielkim oddaniem zabiega o jego nową siedzibę. Z powodzeniem przyciąga do teatru nowych i młodszych widzów, a za swoje największe sukcesy uznaje m.in. organizację koncertu mistrza Placido Domingo, a także światowej sławy musicali: ,,Jekyll&Hyde” i ,,Hello, Dolly!” Jego przepis na dobry spektakl jest zarazem łatwy i trudny: to wywołanie emocji u widzów. Uważa, że człowiek jest zdrowy, kiedy jest szczęśliwy, a tę radość może dać teatr.

3299
PODZIEL SIĘ

Bo codzienność sama dostarcza nam problemów?
W pewnym sensie pójście do teatru rozrywki jest może nie tyle ucieczką, ale próbą znalezienia równowagi pomiędzy codziennością, trudem, szarością naszego dnia codziennego a zachwytem i wzruszeniem. Jest powodem do zastanowienia się, co jest ważne w życiu. Jest refleksją, że trzeba mieć pewien dystans do tego, co się dzieje wokół. Wyjście do teatru jest zrobieniem czegoś dla siebie samego.

Czy współpracują Państwo z zagranicznymi teatrami muzycznymi?
Ta współpraca jest o tyle ograniczona, że cały repertuar w naszym teatrze jest grany w języku polskim, więc trudno mówić o zapraszaniu zagranicznych artystów. Natomiast współpracujemy ze światowymi agencjami, od których kupujemy prawa, a także z teatrami muzycznymi w Polsce.

Na czym polega ta współpraca?
Wymieniamy się czasami doświadczeniem czy artystami. Takie koprodukcje są bardzo cenne i teraz, myśląc o dużym wyzwaniu, jakim jest „Seksmisja”, również szukamy współpracowników i rozmawiamy z koproducentami z innych miast, także po to, żeby powiększyć budżet przedsięwzięcia, żeby zrobić to efektownie i efektywnie.

Czy pojawia się konkurencja między wami – teatrami?
W pewnym sensie tak, bo konkurujemy o widza, być może czasem jesteśmy zazdrośni o widzów innych teatrów, ale akurat w Poznaniu jest jeden teatr muzyczny! Oczywiście jest opera, filharmonia, są teatry dramatyczne, ale każda z tych instytucji realizuje trochę inny profil.

Które z zagranicznych teatrów są dla Pana wzorem, inspiracją?
Inspiracją są oczywiście najlepsi, czyli Broadway, West End czy teatry w Niemczech. Teatr muzyczny w Polsce jest o tyle ciekawy, że na świecie musical jest produkowany w ramach prywatnych przedsiębiorstw. A w Polsce dzieje się to w teatrze publicznym. Jest tutaj pewne napięcie związane z tym, co biznesowe i dostosowane do reguł rynku. Dzisiaj teatr muzyczny jest właściwie częścią przemysłu kultury. Taka jest tendencja na świecie. Natomiast to, że jesteśmy teatrem publicznym, stawia przed nami większe wyzwania dotyczące edukacji kulturalnej.