Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek wielu zawodów: prawnik, muzyk, kulturoznawca i menedżer. Można powiedzieć – człowiek renesansu. Od 2013 r. dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, który z wielkim oddaniem zabiega o jego nową siedzibę. Z powodzeniem przyciąga do teatru nowych i młodszych widzów, a za swoje największe sukcesy uznaje m.in. organizację koncertu mistrza Placido Domingo, a także światowej sławy musicali: ,,Jekyll&Hyde” i ,,Hello, Dolly!” Jego przepis na dobry spektakl jest zarazem łatwy i trudny: to wywołanie emocji u widzów. Uważa, że człowiek jest zdrowy, kiedy jest szczęśliwy, a tę radość może dać teatr.

4174
PODZIEL SIĘ

Kieliszewski2

Niektóre przedsięwzięcia powinny być tworzone przy uwzględnieniu misji społecznej?
Tak, dlatego na przykład będąc w tym budynku, organizujemy już trzeci raz z rzędu koncert zaduszkowy, bo tutaj kiedyś mieściła się siedziba Gestapo i w tych murach ginęli ludzie. Chcąc się do tego odnieść, będąc instytucją publiczną, która pełni pewną misję społeczną, staramy się w ten sposób pielęgnować pamięć historyczną o miejscu, w którym jesteśmy. Taki koncert absolutnie by nam się nie opłacał, gdybyśmy byli przedsiębiorstwem.

O czym najbardziej marzy Pan, a co dotyczy Teatru Muzycznego?
To o czym marzę, to nowa siedziba teatru. Myślę, że marzą o tym wszyscy poznaniacy, a nawet szerzej – Wielkopolanie. Miasto, które chce być metropolią, jak Poznań, musi mieć teatr muzyczny z prawdziwego zdarzenia, i nie na 400 miejsc, tylko na 700-1000. Prowadzimy prace nad tym, żeby do końca roku pokazać Poznaniowi, jak powinien wyglądać ten teatr, gdzie powinien być zlokalizowany. Nie będzie rozwoju Teatru Muzycznego, jeżeli pozostaniemy w obecnej siedzibie. Chcemy wspomóc miasto, by powstał teatr muzyczny, który będzie miał świetne zaplecze, najlepszą technikę sceny i szerokie możliwości, może niekoniecznie takie, żeby na scenie wylądował helikopter, jak w jednym ze spektakli w „Miss Saygon”, ale żeby stworzyć chociaż złudę tego, że on ląduje. Taki teatr muzyczny będzie miejscem uwielbianym przez poznaniaków, miejscem, które będzie przyciągało ludzi z całego województwa i z Polski. Dzisiaj musical i tzw. megamusical to są przedsięwzięcia wysokobudżetowe, które przynoszą też duże przychody. Liczba osób, które chcą oglądać tego typu spektakle jest bardzo duża i Poznań osiągnie sukces z tego tytułu. Należy jednak w ciągu 5-6 lat zbudować teatr w dobrej lokalizacji, taki, który będzie przyciągał też turystów i gości targowych.

Czyli sądzi Pan, że wybudowanie nowego teatru będzie po części realizacją rozwoju Poznania?
Uważam, że nowy Teatr Muzyczny będzie absolutnie czynnikiem miastotwórczym, tzn. że przyciągnie również inne inwestycje. Jako teatr, my już w tej chwili obsługujemy 100 tys. ludzi rocznie. Gdyby to przynajmniej podwoić, to proszę pomyśleć, jaka to jest liczba! To będą ludzie, którzy przyjedżając na targi, wieczorem pójdą na „Upiora w Operze” albo podejmą decyzję, żeby na weekend przyjechać do Poznania i obejrzeć ten musical, a przy okazji zwiedzić miasto czy załatwić interesy. Tak to działa na świecie.

Lubisz wersję papierową? Zajrzyj tutaj

Jakimi sukcesami związanymi z zarządzaniem może się Pan pochwalić?
Za największe sukcesy poczytuję sobie sukcesy artystyczne: premiery ostatniego sezonu – „Hello, Dolly!” i „Jekyll&Hyde”. Musieliśmy grać dodatkowe spektakle obu tych tytułów, a i recenzenci byli zgodni, że to bardzo udane produkcje. Jeżeli chodzi o połączenie artystycznego waloru z pewnym dużym wyzwaniem organizacyjnym i zarządczym, to był to koncert Placido Domingo, który zrealizowaliśmy w kwietniu 2014 r. dla 7 tys. ludzi na widowni i ponad 1 miliona 200 tys. przed telewizorami. To wielki sukces, wielka satysfakcja, że nasi artyści mogli wystąpić na jednej scenie z najwybitniejszym artystą sceny operowej dzisiejszych czasów. Udało się też wyremontować widownię, wstawić nowe fotele, teatr uzyskał nowy blask, mimo że warunki lokalowe nadal są mizerne. Nastąpiła zmiana wizerunku teatru, zaczęli do nas przychodzić bardzo zacni, opiniotwórczy widzowie, którzy są aktywnymi mieszkańcami miasta czy regionu. Do teatru przychodzą również ludzie, którzy nigdy wcześniej tutaj nie byli, również młodzież. I to jest wielki sukces naszego zespołu i to naprawdę cieszy. Na widowni mamy stuprocentową frekwencję niemal na wszystkich spektaklach. Mamy też bardzo dobry dział sprzedaży, obsługi widza i marketingu. Ten efekt tworzą czy współtworzą świetni ludzie. Natomiast wydaje mi się, że to, co jest największym naszym sukcesem, to jednak zmiana jakości artystycznej i to przyciąga widzów w każdym wieku.