Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek renesansu – Przemysław Kieliszewski

Człowiek wielu zawodów: prawnik, muzyk, kulturoznawca i menedżer. Można powiedzieć – człowiek renesansu. Od 2013 r. dyrektor Teatru Muzycznego w Poznaniu, który z wielkim oddaniem zabiega o jego nową siedzibę. Z powodzeniem przyciąga do teatru nowych i młodszych widzów, a za swoje największe sukcesy uznaje m.in. organizację koncertu mistrza Placido Domingo, a także światowej sławy musicali: ,,Jekyll&Hyde” i ,,Hello, Dolly!” Jego przepis na dobry spektakl jest zarazem łatwy i trudny: to wywołanie emocji u widzów. Uważa, że człowiek jest zdrowy, kiedy jest szczęśliwy, a tę radość może dać teatr.

4002
PODZIEL SIĘ

Posiada Pan umiejętność prowadzenia dialogu pomiędzy osobami z różnych środowisk i to niewątpliwie wielki talent, który pomaga w bieżącym i strategicznym zarządzaniu.
Jeżeli jest tak, że udaje nam się różne rzeczy w teatrze zrobić, to najczęściej jest to sukces wielu osób. Najczęściej moja umiejętność zjednywania sobie sojuszników, radzenia sobie z niestandardowymi wyzwaniami faktycznie może działać na rzecz wspólnego dobra. Rzeczywiście jestem bardzo otwarty na współpracę. W takim modelu robiłem festiwal Akademia Gitary, gdzie właściwie bez pieniędzy, ale z udziałem bardzo wielu partnerów i ich niewielkiego wkładu indywidualnego, udało się zrobić wielkie przedsięwzięcie. W zasadzie z niczego. Mam nadzieję, że podobnie będzie z budową teatru, że coś, co było przez wiele lat niemożliwe, z pomocą wielu życzliwych osób uda się zrealizować.

Jaka jest idea sprzedaży kultury w dzisiejszych czasach?
Są różne podejścia do kultury. I to jest pewna umiejętność – wyważyć i połączyć te spojrzenia na sztukę. Artysta tworzy dzieło, a ten, który sprzedaje to dzieło, mówi, że to jest już produkt. Nie należy się tego bać! Trzeba chronić artystów i pozwolić im tworzyć dzieła, czyli teatr przez duże „T”, ale umieć też stwarzać takie zaplecze i komunikować się w taki sposób, który sprawdzi się na wolnym rynku. Zainteresować widzów, żeby kupili bilety, czasem nawet drożej, niż w innych teatrach, ale żeby uznali, że warto przyjść właśnie na taką komedię, na taki musical, na to dzieło. Chcemy też chronić artystów, ich wrażliwość. Nie chcemy uciekać w tanią komercję. Jesteśmy teatrem publicznym i ja czasami się zżymam na niektóre produkcje komercyjnych teatrów, bo uważam, że 100 zł wydane przez widza nie jest tego warte. Mówię: przyjdźcie do nas, bo tutaj naprawdę jesteśmy w stanie pokazać wam coś bardzo wartościowego, zachwycić was o wiele bardziej. To jest jakby próba ochrony dzieła, tego teatru przez duże „T”, narzędziami z zakresu zarządzania, sprzedaży, marketingu, po to, żeby w tej masie różnych ofert widz wybrał coś wartościowego. Trzeba umieć to zrobić, umieć go przekonać, zakomunikować mu to w odpowiedni sposób. Pokazać mu teatr, który jest dziełem, czymś bardzo wartościowym artystycznie.

Czy granica pomiędzy sprzedażą dóbr konsumpcyjnych, a kulturą powoli się zaciera?
Niestety tak, ale dlatego jesteśmy instytucją publiczną, żeby pewne wartości chronić i używać narzędzi rynku, na którym działamy. Chcę zmobilizować widza do wyjścia z domu, zachwycić go, zachęcić, pokazać mu, że to jest wartościowe, że tylu ludzi już to widziało, a Ty jeszcze nie, więc przyjdź na ten spektakl! To jest pewien fenomen komunikowania się z dzisiejszym widzem. Doświadczyliśmy tego wydając płytę z musicalu „Jekyll&Hyde” za społeczne pieniądze: podczas akcji na portalu „Polak Potrafi” zebraliśmy od ludzi 30 tys. złotych.

Kieliszewski5

Czyli ludzie po prostu chcą go słuchać?
To są fani, którzy zaufali nam, bo doświadczyli w teatrze czegoś wyjątkowego. Dzięki temu chcą z nami współtworzyć teatr, są aktywni w mediach społecznościowych, wpłacili od 10 do 1000 zł tylko po to, żeby razem z nami wydać płytę. To jest niesamowite! Nasza wdzięczność jest ogromna, jesteśmy też świadomi zaufania, które zdobyliśmy u widzów.