Strona główna Publikacje Jan Matul. Felieton: Zawody przyszłości

Jan Matul. Felieton: Zawody przyszłości

1413
PODZIEL SIĘ

Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 10, s./p. 1333-1480

Mniej więcej 60 lat temu na świecie żyło około 200 milionów ludzi, którzy przekroczyli 60. rok życia. Obecnie żyje ich ponad 500 milionów, a za 10 lat będzie ich… 1,2 miliarda! Bardziej obrazowo: w Europie 4 na 10 osób będzie miało więcej niż 60 lat (a tylko 1 na 10 będzie dzieckiem lub nastolatkiem). Jednocześnie w 2050 r. statystyczny człowiek będzie żył już prawie dwa razy dłużej, niż na początku XX wieku! Polska nie jest tu wyjątkiem, ba, jest nawet w czołówce – konkretnie w pierwszej 30 najstarszych społeczeństw świata. Jak tak dalej pójdzie, to spełni się marzenie pewnego polityka i będziemy mieli drugą Japonię (od mieszkańców Kraju Kwitnącej Wiśni starsi są dziś tylko Niemcy)… Starzenie się społeczeństwa decyduje o wielu zmianach w niemal wszystkich dziedzinach życia. Bo też i starsi ludzie są inni niż kiedyś: chcą być aktywni, korzystać z życia, są bardziej świadomi, otwarci na nowości (no dobrze, są i wyjątki…). Zmienia się także rynek pracy – w krajach rozwiniętych (czytaj: „najstarszych”) na wagę złota są geriatrzy czy wykwalifikowani opiekunowie osób starszych – w USA od lat są w pierwszej piątce najbardziej poszukiwanych zawodów. Powstają też nowe zawody, mniej lub bardziej związane z medycyną. Przykładem może być gerontolog, mylony powszechnie z geriatrą, czyli osoba zajmująca się nie tylko zdrowiem i kondycją fizyczną osób starszych, ale też łącząca rolę animatora organizującego im czas wolny i zapewniającego rozrywkę z konsultantem społecznym, badającym potrzeby i ograniczenia podopiecznych w życiu codziennym. Jest to bardziej doradca niż lekarz, stąd wśród przedmiotów na uczelniach na tym kierunku pojawia się chociażby prawo, pedagogika czy polityka społeczna.

W Polsce póki co szansę w wiekowych zmianach dostrzegły tylko niektóre placówki zajmujące się kształceniem. Zarówno państwowe, jak i niepaństwowe uczelnie w ostatnim czasie rozpoczęły przyjmowanie na kierunki, w nazwie  których pojawia się „gerontologia”, „neurorehabilitacja osób w podeszłym wieku”, „psychogeriatria”, „geriatria kliniczna”, „opieka długoterminowa”. Choć często nauka jest bezpłatna i pomaga Unia – zainteresowanie jest mierne i w zasadzie nie dotyczy młodzieży. Kierunki takie wybierają, podyplomowo albo po prostu, aby poszerzyć zakres kompetencji, wykwalifikowani pedagodzy, fizjoterapeuci. Rozmowy przeprowadzane z przyszłymi studentami wykazały, że od nauki odstrasza ich parę obiegowych, średnio prawdziwych lub wręcz nieprawdziwych opinii – że geriatrzy i wszystkie pokrewne zawody w sumie zajmują się tym samym (leczeniem zrzędzących starych ludzi), że praca to ciężka i kiepsko płatna, że to wstyd przed znajomymi. Geriatrzy w polskim społeczeństwie są raczej niezbyt szanowani, a wizyta u nich to dla samego zainteresowanego i wstyd, i niemalże wyrok „no i jesteś starym dziadem/babą”…

Jesteśmy najszybciej starzejącym się społeczeństwem w Europie, ale liczba wykwalifikowanych geriatrów i nowo wykształconych gerontologów u nas… spada. Na 10 000 pacjentów powyżej 65. roku życia jest ich u nas 20 razy mniej niż w Wielkiej Brytanii, 30 razy mniej niż w Szwecji (10 razy mniej niż na Słowacji, żeby nie było, że same potęgi gospodarcze nas biją…). Pracujący w zawodzie o problemie mówią od lat, uczelnie zainteresowały się nim dosłownie przed kilku laty, akcji społecznej nie było i się na nią nie zanosi, choć kolejni politycy mówią o „dobrej przyszłości i pracy dla młodych”. Świat zmienia się w taki sposób, że to nie inżynier czy ekonomista, a geriatra i opiekun dla osób starszych będzie, a w wielu krajach już jest, zawodem przyszłości. Jeśli jednak w porę nie zdobędzie odpowiedniej renomy, powstanie dziura na rynku pracy, a starsze osoby będą musiały radzić sobie na własną rękę. Coś mi się wydaje, że wówczas piosenka „Wesołe jest życie staruszka” straci na aktualności…

Jan Matul