Jeździectwo i ułańska pasja

Jeździectwo i ułańska pasja

Jeździectwo to wyjątkowa pasja. To sport elitarny, bo jego czynne uprawianie, nawet rekreacyjne, łączy się ze sporymi kosztami. Niesie jednak ze sobą ogromne korzyści dla ludzi w niemal każdym wieku. Jazda konna angażuje fizycznie i emocjonalnie.

757
PODZIEL SIĘ

Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 5, s./p. 593-740

Anna i Leszek Bartoszukowie to wyjątkowe małżeństwo. Pani Anna jest położną w Szpitalu Położniczo-Ginekologicznym im. Świętej Rodziny w Poznaniu, pan Leszek jest lekarzem internistą w Poradni Lekarza Rodzinnego w Centrum Medycznym HCP w Poznaniu. Oboje również od wielu lat jeżdżą konno, związani są ze Stajnią Rotmistrz w Bolesławcu. Pan Leszek ponadto należy do Ochotniczego Reprezentacyjnego Oddziału Ułanów Miasta Poznania w barwach 15 Pułku Ułanów Poznańskich.

Dagmara Witkowska: Praca w medycynie, wspólna pasja – podobieństwa się przyciągają?
Leszek Bartoszuk: Tak, jeśli chodzi o jeździectwo, na pewno. Jeśli chodzi o pracę – nie poruszamy raczej tego tematu w domu, bo mamy wystarczająco dużo na głowie. A pasja scala. Powoduje, że łatwiej zrozumieć się w małżeństwie, bo sprowadza nas na jeden równy poziom – poglądów, postaw, zainteresowań. W związku ludzie się do siebie upodabniają, bo się akceptują.
Anna Bartoszuk: Jeździectwo nas łączy jako małżeństwo. Spędzamy ze sobą dużo czasu razem, wzajemnie się motywujemy, by mimo złej pogody wyjść z domu. Kolejne pokolenie kultywuje tradycję, nasza córka również jeździ konno.

Lubisz wersję papierową? Zajrzyj tutaj

Jak udaje się Państwu łączyć pasję z pracą?
L.B.: To nie sprawia żadnego problemu. Jeśli ma się pasję, to czas musi się znaleźć.
A.B.: Ja mam troszeczkę trudniej ze zorganizowaniem sobie wolnego czasu, ponieważ mam dwunastogodzinne dyżury. Jednak bardzo się staram zaplanować go odpowiednio wcześniej i jestem bardzo wdzięczna koleżankom za to, że wiele razy zamieniały się ze mną dyżurami. Staramy się regularnie, minimum dwa razy w tygodniu, jeździć. Jak mąż ma treningi ułańskie, to w sumie cztery razy.

Czy uważają Państwo, że jeździectwo wpływa w jakimś sensie na Państwa pracę?
L.B.: Naturalnie. To wspaniały sposób, żeby odreagować stres życia codziennego. I często to całe napięcie, przemęczenie natychmiast znika, gdy człowiek wsiądzie na konia i zaczyna stępować w kierunku lasu.
A.B.: Ta pasja jest nieustającym tematem w naszej rodzinie.

Jak długo Państwo jeżdżą?
A.B.:  Mąż 12 lat, a ja 10.