Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Leczę Wasze dusze – Grażyna Brodzińska

Leczę Wasze dusze – Grażyna Brodzińska

Grażyna Brodzińska – Pierwsza Dama polskiej sceny muzycznej. Śpiewa repertuar operetkowy, operowy, musicalowy oraz przeboje świata. Prezentuje najwyższy kunszt sztuki wokalnej. Znakomita aktorka i tancerka. Obdarzona urodą, scenicznym temperamentem, śpiewa, tańczy, czaruje publiczność teatralną i filharmoniczną. Występuje gościnne w teatrach muzycznych w całej Polsce. Jako solistka bierze udział w koncertach oraz widowiskach multimedialnych. Współpracuje z czołowymi orkiestrami filharmonicznymi i operowymi. Córka śpiewaczki Ireny Brodzińskiej oraz Edmunda Waydy – tenora, reżysera i dyrektora teatrów muzycznych. Jeszcze jako studentka debiutowała w Teatrze Muzycznym w Gdyni. Od tamtej pory nieprzerwanie występuje na scenie. Niezwykły talent artystki podziwia publiczność nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie. Wiele składa się na to, że Grażynę Brodzińską postrzegamy jako prawdziwą gwiazdę: delikatna uroda, piękne suknie, trafny dobór repertuaru. Damę czyni z niej wrodzony wdzięk, który kryje się w słowach, gestach, we wszystkich ruchach. Nie da się precyzyjnie określić, na czym polega czar, można go jedynie podziwiać.

2462
PODZIEL SIĘ

Co robiła mała Grażynka, mając takich rodziców? Bywała w teatrze?
Oczywiście! Spędzałam mnóstwo czasu za kulisami, w garderobach, a podczas prób czy spektakli na widowni. Kiedy rodzice byli na scenie, pilnowałam porządku, nie wolno było rozmawiać, kręcić się i kaszleć. Wtedy robiłam to na swój dziecięcy sposób, spontanicznie. Dzisiaj wiem, że tak powinno być, bo to gwarantuje spokój i komfort pracy. Rodzice wpajali mi szacunek dla Teatru, lojalność wobec kolegów, prawość i rzetelność. Tak, abym patrząc w lustro widziała zawsze uczciwego, dobrego człowieka.

Dziś jest Pani w Poznaniu.
Ma Pani na myśli Teatr Muzyczny? Tak, bywałam tu już kilkakrotnie, jeszcze za dyrekcji Daniela Kustosika. Grałam m.in. w operetce „Bal w Savoy’u” i musicalu „My Fair Lady”. Znam tutaj każdy kąt, a od lat nic się nie zmieniło. Zespół, mimo że nie widzieliśmy się sporo czasu, przyjął mnie bardzo serdecznie. A rola Dolly, do której wracam, to dla mnie ponowne wyzwanie.

Kultura gości w środowisku medycznym – w tym Pani świecie mogą się choć na chwilę zatracić, wykorzystując swój wolny czas.
I to jest piękne! My, artyści staramy się dać publiczności trochę oddechu i odpoczynku w szarości dnia codziennego. Można powiedzieć, że lekarze uzdrawiają ludzkie ciało, a my duszę, więc gdzieś te nasze zawody są spokrewnione.

DSC_6686Dlaczego wybrała Pani operetkę?
Operetkę uważam za najtrudniejszy teatralny gatunek muzyczny. Ideałem jest spektakl, w którym wszyscy doskonale śpiewają, grają, tańczą i dobrze wyglądają. Świetna reżyseria, scenografia, choreografia i dobra orkiestra. To wszystko składa się na sukces operetki. Uważam, że ten gatunek jest bardzo potrzebny publiczności. To piękna bajka dla dorosłych. Tego nam dzisiaj trzeba. Happy endu! Bohaterowie się kochają, rozstają, a potem wracają do siebie. No i ta piękna muzyka. Nieśmiertelni i ponadczasowi: Lehar, Kalman, Strauss, Offenbach. Tekst operetkowy zawsze „trąci myszką”, ale należy zrobić z tego walor. Broń Boże nie unowocześniać! Moim skromnym zdaniem oczywiście. Publiczność zawsze wychodzi z przedstawień operetkowych uśmiechnięta, szczęśliwa i rozśpiewana. Musical również jest mi bardzo bliski. Gatunkowo podobny do operetki, tylko współczesny.

Krążą legendy o Pani pięknych sukniach. Ile liczy kolekcja?
Muszę przyznać, że jest ich faktycznie dużo. Ale to i tak zdecydowanie za mało, niż artystka chciałaby mieć (śmiech). Często je zmieniam, bo wymaga tego nie tylko zróżnicowany repertuar, który wykonuję (np. do hiszpańskiej piosenki musi być odpowiednia suknia, a do tanga czy walca zupełnie inna), ale wymaga tego również publiczność, którą do tych zmian przyzwyczaiłam.