Strona główna PASJE MEDYCYNY Lekarz i ratownik

Lekarz i ratownik

Góry to jego pasja: Bartosz Puchalski, doktor nauk medycznych, specjalista kardiolog, ratownik górski. Ukończył studia medyczne na I Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie. Zajmuje się nieinwazyjną diagnostyką kardiologiczną oraz kardiologią sportową. Mimo pracy w Warszawie, jego serce pozostało na południu Polski, dlatego pasje do gór i medycyny łączy jako ratownik górski w Grupie Bieszczadzkiej GOPR. Jak sam twierdzi GOPR to miejsce, w którym liczy się ratowanie ludzkiego życia, a uścisk dłoni kierownika akcji i podziękowanie uratowanej osoby to nagroda za włożony wysiłek.

4157
PODZIEL SIĘ

Wychodzenie w góry to dla Pana zarówno trening jak i przyjemność?
Zgadza się. Dla mnie to nie jest przymus, tylko czysta przyjemność. Oczywiście, każda forma aktywności fizycznej, czy to górska czy biegowa, pomaga także utrzymywać kondycję. Jest ona konieczna, żeby dotrzeć do poszkodowanego.

Czym jest dla Pana ratownictwo górskie?
Jest to przede wszystkim praca, która wiąże się z dużą satysfakcją, ponieważ mogę spędzać czas w górach, które kocham i w których się dobrze czuję. Robię to, co lubię i do tego w pięknym otoczeniu. Praca w pogotowiu górskim to praca społeczna, ponieważ nie otrzymuje się za nią wynagrodzenia. W tym przypadku nagrodą za dobrze wykonaną pracę nie są pieniądze, lecz uścisk dłoni Naczelnika czy też kierownika akcji, a przede wszystkim podziękowanie uratowanej osoby. Zarabiam w Warszawie, pracując w swojej praktyce, dzięki czemu mam wystarczające środki finansowe, aby raz na dwa tygodnie lub częściej – w zależności jak poukładam sobie sprawy zawodowe – pojechać w góry. Mam to szczęście, że czasem do pracy chodzę w góry (uśmiech). Jak powiedziałem wcześniej, to wypadkowa dwóch pasji: medycyny i gór.

Zapewne miłość do gór jest w Panu od najmłodszych lat?
Tak, jeżdżę na nartach od czwartego roku życia. Góry zawsze były obecne w moim życiu i bliskie mojemu sercu.

Czy trudno łączyć pracę lekarza z ratownictwem?
W moim przypadku nie jest trudno, udaje mi się to połączyć. Taką podjąłem decyzję i to się sprawdza zarówno pod względem finansowym, jak i logistycznym.

Kardiologia pomaga w ratownictwie górskim?
Oczywiście. Będąc lekarzem, łatwiej być ratownikiem górskim. Jestem w tej komfortowej sytuacji, że mogę szybciej zdiagnozować poszkodowanego. Nie wszyscy moi koledzy, którzy są ratownikami, są również lekarzami. Przykładowo, w naszej grupie bieszczadzkiej pośród ponad trzystu ratowników jest zaledwie pięciu lekarzy. Mamy siedem grup regionalnych, gdzie ogółem jest osiemnastu lekarzy, więc jesteśmy dosyć wąską grupą. Mniej więcej czterech, pięciu lekarzy w jednej grupie, w niektórych może i mniej. Mamy coroczne spotkania lekarzy, którzy są ratownikami, ponieważ powstała podkomisja lekarska w Zarządzie Głównym GOPR. Spotykamy się co najmniej dwa razy w roku.

Lubisz wersję papierową? Zajrzyj tutaj

Są to lekarze jakich specjalności?
To różni specjaliści, w tym chirurdzy, ortopedzi i neurolodzy. Z tego co wiem, jestem jedynym lekarzem-kardiologiem, przynajmniej takim, który przyjeżdża na spotkania (śmiech).