Strona główna PASJE MEDYCYNY Lekarz i ratownik

Lekarz i ratownik

Góry to jego pasja: Bartosz Puchalski, doktor nauk medycznych, specjalista kardiolog, ratownik górski. Ukończył studia medyczne na I Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Warszawie. Zajmuje się nieinwazyjną diagnostyką kardiologiczną oraz kardiologią sportową. Mimo pracy w Warszawie, jego serce pozostało na południu Polski, dlatego pasje do gór i medycyny łączy jako ratownik górski w Grupie Bieszczadzkiej GOPR. Jak sam twierdzi GOPR to miejsce, w którym liczy się ratowanie ludzkiego życia, a uścisk dłoni kierownika akcji i podziękowanie uratowanej osoby to nagroda za włożony wysiłek.

3418
PODZIEL SIĘ

Z czego składał się egzamin?
Był to egzamin sprawnościowy, sprawdzający kondycję fizyczną, egzamin z jazdy na nartach na trudnej do pokonania trasie, egzamin z pierwszej pomocy, podstaw anatomii i fizjologii, a także egzamin z terenoznawstwa i topografii terenu górskiego – ten był jednym z trudniejszych. Udało mi się zdać te egzaminy, bo bardzo dobrze znałem góry i od najmłodszych lat jeździłem na nartach (uśmiech).

Co trzeba zrobić po zaliczeniu egzaminu?
Kiedy młody adept ratownictwa górskiego zda egzamin, zostaje przyjęty na staż kandydacki, który trwa od dwóch do pięciu lat. W czasie stażu trzeba odbyć szereg kursów, kończących się zazwyczaj trudnymi egzaminami.

Ile lat trwał staż w Pana przypadku?
W moim przypadku staż trwał pięć lat, ponieważ studiowałem w tym czasie medycynę. Musiałem pilnować swoich studiów i przez to staż się wydłużył. W 2008 roku udało mi się skończyć staż i dostałem tzw. „blachę”, czyli odznakę służbową.

Jakie cechy charakteru musi mieć osoba chętna do pracy w GOPR?
Na pewno nie może mieć lęku wysokości. Powinna być odważna, wytrwała, konsekwentna i cierpliwa. Nie może poddawać się szybko. W ratownictwie zawsze działa się w grupie, więc musi umieć współpracować z ludźmi, być otwartym i kulturalnym człowiekiem.

Którą swoją akcję ratowniczą pamięta Pan najbardziej?
Akcja, którą zapamiętałem to ta, podczas której ratowaliśmy licealistów z Warszawy. Była wtedy ostra zima, wiał silny, porywisty wiatr, a widoczność była ograniczona. Był mróz około -10°C, a wiatr potęgował uczucie zimna, więc warunki pogodowe nie sprzyjały akcji ratunkowej. Dodatkowo dzień wcześniej spadło dużo śniegu. Licealiści byli przemarznięci i przemoczeni, kilkoro z nich trafiło do szpitala z obrażeniami. Utkwił mi w pamięci cały dramatyzm tej sytuacji. W dodatku akcja wymagała dużego wysiłku, rozpoczęła się po południu, a wróciliśmy do naszej stacji ratowniczej około piątej nad ranem – praktycznie cała noc w niesprzyjających warunkach pogodowych. To była bardzo trudna akcja.