Strona główna FELIETON Marcin Aluchna. Felieton: Dobre chęci, czyli wstęp do brukowania piekieł

    Marcin Aluchna. Felieton: Dobre chęci, czyli wstęp do brukowania piekieł

    681
    PODZIEL SIĘ

    Szczytne zamiary przywrócenia opieki stomatologicznej nad dziećmi w szkołach, to zadanie chwalebne i godne wsparcia, ale jak mawiają, dobrymi chęciami to piekło jest wybrukowane. Życie wskazuje na znaczenie profesjonalnej realizacji szczytnych planów, aby nie obrócić ich wniwecz lub nie stworzyć zagrożenia dla przyszłych pacjentów.

    Już na wstępie należy podkreślić, że w obecnej sytuacji prawnej stomatolog w szkole będzie miał bardzo ograniczone pole manewru, albowiem nie wystarczy zgoda na leczenie, a z racji specyfiki konieczny jest nadzór opiekunów prawnych. Zatem podstawowa wygoda płynąca z możliwości leczenia w godzinach zajęć wymagać będzie i tak obecności kogoś dorosłego.

    Kolejna rzecz to personel. Opiekę nad dziećmi, niejednokrotnie ich pierwszy kontakt ze stomatologią, prowadzić powinni specjaliści stomatologii dziecięcej, a tych chyba z racji nieudolności kształcenia podyplomowego nadal brakuje. Pozostaje też pytanie, czy specjalista będzie zainteresowany świadczeniem usług na obowiązującym żenującym poziomie finansowania. Dodajmy, że w placówkach oświatowych celowym wydaje się zatrudnienie zespołu stomatologicznego minimum trzyosobowego – lekarz stomatolog, higienistka i sekretarka medyczna. Ustawodawca, proponując dalsze „udogodnienia dla wszystkich podmiotów medycznych”, powinien również uwzględnić ich skutki. Zatem może konieczne będzie jeszcze zatrudnienie technika sterylizacji.

    Biorąc pod uwagę szczególne warunki, jakie stwarza gabinet zabiegowy w placówce oświatowej, warto również zapewnić odpowiedni lokal. Ciekawe która szkoła zdoła to uzyskać – wysokość pomieszczeń, odpowiednia wentylacja, dostęp do wody i mediów itd…

    Realizacja szczytnych założeń powinna być dokonana w zgodzie z regułami prawa, zatem o drodze na skróty mowy być nie może. Wyposażenie gabinetu stomatologii dziecięcej, a takim powinien być gabinet szkolny, to kolejne trudne wyzwanie. Specjalistyczny sprzęt, w tym dostosowane do rozmiarów pacjenta końcówki, wiertła itd., to jako wyposażenie specjalistyczne instrumentarium dość kosztowne. Niewłaściwie traktowane szybko ulegnie zniszczeniu, stwarzając zagrożenie dla pacjentów, a dziecko to pacjent szczególny, o czym chyba nikomu przypominać nie trzeba.

    Pomysł, aby gabinety mogły świadczyć usługi w ramach NFZ na rzecz dorosłych, to już totalny absurd i to pod wieloma względami! Po pierwsze zezwalamy na obecność dorosłych na terenie placówki oświatowej. Każdy diler narkotykowy podziękuje za taką wejściówkę, a szkoła ma być bezpieczna dla dzieci. Diler czy pedofil, wszystko jedno, zęby mają prawie wszyscy, a zresztą do dentysty chadza się i przy bezzębiu. Zatem bezpieczeństwo małych pacjentów to jedno, a odstąpienie od specjalizacji to drugie. Jeśli mamy leczyć dorosłych, to potrzebne jest nieco inne wyposażenie. Konieczność zapewnienia odpowiednich ciągów komunikacyjnych z możliwością dostępu do toalet i szatni to zupełnie inna kwestia, ale też niemożliwa do pominięcia.

    Osobiście głosowałem na inną opcję, ale pomysł zapewnienia opieki najmłodszym uznaję za bardzo szlachetny i wręcz konieczny. Nie chcę jednak dopuścić do sytuacji, kiedy chęć wywiązania się z obietnic usprawiedliwi zmarnowanie takiej szansy. Proszę zatem o spełnienie obietnic, ale mądrze! Tak aby młode pokolenie nie żyło w strachu przed szkolnym dentystą. A do głów polityków może trafi lepiej argument, że wychowane zostanie młode, wdzięczne pokolenie – przyszły elektorat! Z drugiej jednak strony zawsze istnieje ryzyko, że będzie to opozycja, która będzie miała czym gryźć.

    dr n. med. Marcin Aluchna