Strona główna PASJE MEDYCYNY Medyczny rower

Medyczny rower

Lek. dent. Tomasz Kaczmarek – lekarz stomatolog i pasjonat kolarstwa. Niezwykle sympatyczny i zarażający swoją pasją na odległość. Rozmowa z nim o kolarstwie sprawia, że natychmiast ma się ochotę wsiąść na rower, zatem nic dziwnego, że organizowane przez niego zawody rowerowe przyciągają setki uczestników. Mieszka w Wieleniu nad Notecią, co mocno podkreśla i wciąż udowadnia, że w Wielkopolsce można organizować zawody w kolarstwie górskim, wystarczą dobre chęci i pasja. Mimo dość późnego rozpoczęcia przygody z kolarstwem i swojego wieku, wciąż wygrywa kolejne maratony.

1750
PODZIEL SIĘ

Bierze Pan udział również w zawodach w kolarstwie szosowym?
Tak, od niedawna jeżdżę również na szosie. Bardzo to lubię i coraz bardziej doceniam ten rodzaj ścigania się. Nawierzchnia nie ma już dla mnie znaczenia.

Zdobył Pan wiele cennych nagród, które z nich są dla Pana najważniejsze?
Mistrzostwo Świata Lekarzy w Kolarstwie Górskim – to chyba największe moje osiągnięcie w konkurencjach medycznych. Natomiast Mistrzostwo Polski w kategorii Masters było sporym osiągnięciem ogólnopolskim, wywalczonym w sezonie 2007 w Krynicy. W tym samym sezonie wygrałem także cały cykl maratonów MTB organizowanych przez Grzegorza Golonko.

Jaki był najdłuższy przejechany przez Pana maraton?
Prawdziwe maratony mają ok. 100 km. Przeżyłem parę naprawdę bardzo długich, szczególnie na szosie, m.in. Ötztaler Radmarathon – piękne widoki, 4 olbrzymie podjazdy, skończyłem w niezłym czasie. Jednak najbardziej wykańczające są etapy Tour de France, w 2011 r. przejazd z Montelimar do Saint-Flour ukończyło niecałe 3 tys. zawodników z 8 tys. ze względu na ulewy, grad i bardzo niską temperaturę, co ciekawe w lipcu. Także w tym roku, tym razem ze względu na upał, maraton ukończyło ponad 9 tys., a startowało 15 tys. To był jeden z najtrudniejszych wyścigów w mojej karierze –  4400 m przewyższeń na tylko 140 km trasie, przy temperaturze dochodzącej do 46 stopni.

kaczmarek

Co najbardziej fascynuje Pana w maratonach rowerowych?
Lubię wszystko! Lubię spotykać się ludźmi, którzy mają tę samą pasję, przebywać aktywnie na powietrzu, jak również rywalizować. Kiedy po zawodach jestem „wyjechany do zera” mam wtedy satysfakcję, że w moim wieku potrafię jeszcze rywalizować z o wiele lat młodszymi kolegami i cieszę się, jak zostawiam ich z tyłu – nie zawsze tak jest, ale czasem się udaje (śmiech).

W jaki sposób motywuje się Pan podczas zawodów w kryzysowych momentach, kiedy jest Pan już bardzo zmęczony?
Przede wszystkim myślę sobie wtedy, że inni też mają ciężko. Jeżeli w dniu zawodów jest upał, wiatr czy nadmiar piachu, wówczas wszyscy to odczuwają. Powtarzam sobie, że inni męczą się tak samo i powtarzam sobie: „to może mi się uda, będę trochę lepszy”.

A podczas treningów? Wówczas jest Pan sam.
Podczas treningów również czasami bywa trudno, panuje zła pogoda. Właśnie wtedy myślę sobie: „może inni siedzą teraz na kanapie, bo nie chce im się wyjść, a ja wyszedłem, więc może będę mocniejszy” – to mnie motywuje (uśmiech).

Jak często Pan trenuje?
Treningi odbywam praktycznie codziennie, co najmniej 6 dni w tygodniu.

Czyli trenuje Pan bardzo intensywnie. Jak znajduje Pan tak dużo czasu?
Po prostu muszę znaleźć. Jestem dobrym organizatorem, mam wszystko poukładane i staram się nie rozpraszać rzeczami, które mnie nie interesują.

Czy przed startem w danym maratonie ćwiczy Pan intensywniej?
To zależy od zawodów, są różne procedury, opracowane przez lata doświadczeń. Wiem kiedy mogę mocniej potrenować, a kiedy powinienem odpocząć. Wszystko zależy od tego, jaka impreza mnie czeka. W dniu startu zazwyczaj bardzo wcześnie jem śniadanie, potem odpoczywam i w końcu startuję. Wszystko mam ułożone, zaprogramowane (uśmiech).