Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Wokalistka na polskiej scenie, nieustannie podążająca w stronę doskonałości. Absolwentka Szkoły Muzycznej w Bytomiu. Nominowana do Nagrody Muzycznej Programu Trzeciego – „Mateusz Trójki” i Nagrody Muzycznej „Fryderyk” za album „The First Look”. Zdobywczyni licznych nagród na festiwalach wokalnych. Jak sama przyznaje, nigdy nie szła dokładnie określoną ścieżką muzyczną, a podążała za swoim powołaniem do śpiewania.

1111
PODZIEL SIĘ

Wywiad ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 10, s./p. 1333-1480

Magdalena Szumska: Marzą się Pani kameralne czy duże sceny?
Marta Król: Nie ma to dla mnie znaczenia. Niekiedy koncerty w małym klubie jazzowym, zaułku, gdzie zmieści się 50 osób, są najpiękniejszymi przeżyciami zarówno dla mnie, jak i odbiorców. Może okazać się, że taki rodzaj atmosfery i klimatu sprawdzi się lepiej niż na wielkiej scenie. Wszystko zależy od publiczności.

Czy publiczność wie, że tyle od niej zależy?
Myślę, że nie wie. Nigdy jej o tym nie powiedziałam (śmiech).

Trzeba więc koniecznie powiedzieć. Bardzo lubi Pani ludzi – to widać. Czy oznacza to, że lubi Pani śpiewać wyłącznie dla nich czy też śpiewa Pani dla siebie?
Uwielbiam śpiewać – przede wszystkim dla ludzi, ale też dla siebie, bez tego ciężko mi funkcjonować. Już od najmłodszych lat czułam, że to jest moje powołanie i nie miałam najmniejszych wątpliwości, co chcę w życiu robić.

Dzisiaj ciężko być artystą spełnionym twórczo i finansowo jednocześnie.
Tak, zwłaszcza kiedy obserwuje się modę na śpiewanie. Media bardzo promują śpiew poprzez programy rozrywkowe. Osobiście jestem zdystansowana do tego rodzaju przekazu. Mnie nigdy nie chodziło o to, aby swoim śpiewem dawać pewnego rodzaju show i grać na ludzkich emocjach w sposób bardzo komercyjny. Poruszać serca – to było coś, co zawsze chciałam robić, ale nie głośno, nie z przytupem. Z drugiej jednak strony, na co dzień pozostaje walka o to, by realizować – trochę trudny w obecnych czasach – pewien rodzaj powołania do sztuki, do wokalistyki.

Prawdziwy artysta zajmuje się zupełnie innym rodzajem twórczości?
Sądzę, że trzeba odejść od myślenia o podporządkowywaniu się publiczności. Po prostu trzeba robić swoje, a jeśli będzie ktoś, kto zechce tego słuchać, to będzie chyba najpiękniejsze. Nigdy odwrotnie.

W każdym zawodzie musimy liczyć się z tym, że będziemy mieli publiczność krytykującą i publiczność wielbiącą. Pani wybrała gatunek muzyki, który łatwo się nie sprzedaje. Co prawda ma Pani wąską grupę odbiorców, ale za to są to odbiorcy, którzy potrafią docenić i ocenić.
Tak, ostatnio miałam przyjemność słyszeć wiele miłych opinii odnośnie do muzyki, sztuki i tego, co bezpośrednio robię. Byłam zdziwiona liczbą wychwytywanych niuansów oraz faktem, że jednak ktoś naprawdę wsłuchuje się w delikatne szczegóły, które znaczą tak wiele. Nie zdawałam sobie sprawy, że może to mieć dla kogoś aż tak duże znaczenie (uśmiech).

Te niuanse też są dla Pani bardzo ważne. Wielokrotnie mówi Pani o tym, że musi jeszcze poćwiczyć, dopracować każdy szczegół.
To prawda. Jestem perfekcjonistką. Taki mam charakter – skupiam się na szczegółach. Niejednokrotnie bywa to uciążliwe, ponieważ często jestem wobec siebie krytyczna i niezadowolona. Jednak z drugiej strony perfekcjonizm jest w moim rozumieniu szacunkiem dla słuchacza i pozwala mi odczuwać satysfakcję.

Perfekcjonista lubi perfekcjonistów. Czy Pani też to zauważa?
Bardzo! Spotkałam wielu takich ludzi na swojej drodze i wyniki współpracy są cudowne. Ten rodzaj porozumienia jest tak wspaniały i inspirujący, że widzę wyłącznie jego dobre strony. Każdy z nas jest wobec siebie bardzo wymagający i to niekiedy przysparza nam wielu wewnętrznych burz. Potrzebujemy dobrych słów, dodających wiary w siebie. Obserwuję to patrząc nie tylko na swoją osobę, ale również na genialnych muzyków, którzy bywają z siebie niezadowoleni, co mnie osobiście bardzo zadziwia. Jednak patrząc z drugiej strony, jestem dokładnie taka sama!