Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Wokalistka na polskiej scenie, nieustannie podążająca w stronę doskonałości. Absolwentka Szkoły Muzycznej w Bytomiu. Nominowana do Nagrody Muzycznej Programu Trzeciego – „Mateusz Trójki” i Nagrody Muzycznej „Fryderyk” za album „The First Look”. Zdobywczyni licznych nagród na festiwalach wokalnych. Jak sama przyznaje, nigdy nie szła dokładnie określoną ścieżką muzyczną, a podążała za swoim powołaniem do śpiewania.

1805
PODZIEL SIĘ

Kobiety też mają standardy.
Śpiewają standardy, choć ja nigdy samej siebie nie kwalifikowałam jako wokalistki jazzowej. Często media tak mnie przedstawiają, być może dlatego, że bardzo jazzowy bywa niekiedy mój akompaniament. Często wykonuję standardy, ale powoli zmierzam drogą jeszcze lżejszej muzyki. Z pewnością nie zdradzam jazzu, bo nigdy też nie byłam z nim w takiej zażyłości, nie byłam mężatką (śmiech). Poszukuję dalej i na pewno są to okolice jazzu. Śpiewam  niekiedy w sposób jazzujący, ale nie stricte jazzowy. Dlatego w moim odczuciu ortodoksyjni jazzmani mogliby się obrazić słysząc, że jestem wokalistką jazzową.


Często wykonuję standardy, ale powoli zmierzam drogą jeszcze lżejszej muzyki.
Z pewnością nie zdradzam jazzu (…)


Wkracza Pani w delikatne obszary popu, ale niepróbującego zdominować odbiorcy.
Zgadza się, taka jestem na dzień dzisiejszy. Jestem ciekawa, dokąd jeszcze poprowadzą mnie dźwięki. Słucham bardzo dużo muzyki ze świata soulu, muzyki afrykańskiej, bossa novy, muzyki latynoskiej czy gospel. Inspiracji jest bardzo wiele, dlatego też moja płyta jest bardzo różnorodna. Cząstka mnie jest w muzyce jazzowej, cząstka w muzyce soulowej, którą uwielbiałam, będąc nastolatką.

Którzy artyści wpłynęli na Panią?
Z pewnością Michael Bublé. Sposób jego frazowania, bardzo klasyczny, bez nadmiernej melizmatyki. Joni Mitchell – w Polsce mało znana postać, w Stanach Zjednoczonych absolutna królowa i ikona. Zawsze myślę o piosence jak o opowieści. To nie jest wyłącznie prezentowanie głosu, to jest wchodzenie w historię i przekazywanie jej dalej – a to czyni wspomniana Joni. Wśród głosów męskich Bobby McFerrin – mistrz improwizacji i zabawy głosem, John Mayer, Jamie Cullum i wielu innych. Bardzo cenię również Amerykankę Dianne Reeves – wokalistkę jazzową.


Zawsze myślę o piosence jak o opowieści. To nie jest wyłącznie prezentowanie głosu, to jest wchodzenie w historię i  przekazywanie jej dalej (…)


A pop? Czyj pop Panią pociąga?
Nie można nie wspomnieć o Whitney Houston, czy o Michaelu Jacksonie, królowej i królu, do ich kompozycji nieustannie wracamy. Słuchając tych utworów przez dekady, czuję nadal to samo, nie jestem nimi w żaden sposób znudzona, ta ponadczasowość jest niesamowita. Dzisiaj brakuje mi takich kompozycji.

Prawa autorskie do większości wykonywanych utworów ma Pani po swojej stronie. Musiała Pani o to walczyć, jest Pani kreatorem tego, co jest na płycie?
Tak, wyłącznie ja za tym stoję (śmiech). Nie wyobrażam sobie nie mieć wpływu na własne płyty, więc dobór repertuaru jest po mojej stronie od początku tworzenia albumu. Wszystkie poszukiwania kompozycji autorskich czy też wybieranie pięknych perełek sprzed lat, które chciałam na świeżo zaśpiewać w nowych aranżacjach, są pracą wykonaną przeze mnie. Owe poszukiwania trwają dzień po dniu, niekiedy są bardzo trudne. Można je wręcz nazwać bolesnym procesem twórczym.