Strona główna KULTURA, SZTUKA I ROZRYWKA Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Muzyka dla koneserów, piękno i wdzięk – Marta Król

Wokalistka na polskiej scenie, nieustannie podążająca w stronę doskonałości. Absolwentka Szkoły Muzycznej w Bytomiu. Nominowana do Nagrody Muzycznej Programu Trzeciego – „Mateusz Trójki” i Nagrody Muzycznej „Fryderyk” za album „The First Look”. Zdobywczyni licznych nagród na festiwalach wokalnych. Jak sama przyznaje, nigdy nie szła dokładnie określoną ścieżką muzyczną, a podążała za swoim powołaniem do śpiewania.

1927
PODZIEL SIĘ

Lubi Pani muzykę filmową?
Uwielbiam, a szczególnie są mi bliskie dźwięki Ennia Morricona. To harmonie, które poruszają same w sobie, bez obrazu. Z kolei obraz bez muzyki jest dla mnie nieco nagi. Muzyka jest czymś, co emocjonalnie rozbudza człowieka, bez niej film nie istnieje w pełni. Melodie filmowe bywają niezwykłe, dlatego na pierwszą płytę wybrałam jeden utwór Morricona, którym byłam zachwycona od lat. Zaśpiewanie jego kompozycji było dla mnie spełnieniem marzeń.


Muzyka jest czymś, co emocjonalnie rozbudza człowieka (…)


Kiedy wyjeżdża Pani na urlop, brakuje Pani jazzu, soulu – tej muzyki duszy?
Rzeczywiście jest taki czas, kiedy po 2-3 tygodniach przychodzi tęsknota i czuję, że muszę zacząć śpiewać. Niestety na wakacjach zazwyczaj nie ma okazji oraz możliwości. W pokoju hotelowym nie chcę przeszkadzać sąsiadom, używając nadmiernie głosu.

Ćwiczenia emisyjne absolutnie nie są piękne dla słuchającego ucha.
To prawda. Pozwala się tu na wiele brzydoty, potknięć, upadków, ale dzięki nim możemy szlifować technikę. Praca nad dźwiękiem może być uciążliwa dla ucha. Mój mąż po 15 minutach nie jest w stanie mnie słuchać, więc jeżeli osoba najbliższa ma z tym trudność, tym bardziej ktoś z zewnątrz ma prawo zamknąć się na tego typu dźwięki. Myślę jednak, że przez wiele lat oswoiłam sąsiadów z moim głosem i mam nadzieję, że darzą mnie jeszcze sympatią (śmiech).

Za Panią bardzo dużo osiągnięć, Pani droga rozwoju jest w zasadzie przesądzona – będzie Pani osiągać kolejne sukcesy. Jest Pani na to gotowa?
Zawsze byłam silna, jeśli chodzi o konsekwencję i pracowitość. To są cechy, które zawsze w sobie lubiłam. Nigdy nie zeszłam z obranej drogi, nawet gdy było bardzo ciężko. Mam na myśli przede wszystkim kwestie finansowe związane z przedsięwzięciem wydania płyty. Byłam młodą osobą po studiach, która zdecydowała się podjąć wyzwanie nie mając środków. Kwoty okazały się bardzo wysokie. Artyści żartują, że należy sprzedać mieszkanie, aby wydać album. Chciałam zająć się tylko muzyką, lecz nie było takiej możliwości. Musiałam zadbać o całą machinę organizacji, finansowania, managementu – to było najtrudniejsze. Mimo wysiłku, jestem gotowa na kolejne wyzwania.


Nigdy nie zeszłam z obranej drogi, nawet gdy było bardzo ciężko


Mówi Pani teraz podobnie jak lekarze. Oni też, będąc humanistami, chcą leczyć, a nie zarządzać. A Pani dotknęła zarządzania, i to operacyjnego, włącznie z finansami. To zabija humanizm?
Przyznam szczerze, że po wydaniu pierwszej płyty byłam skrajnie wyczerpana, przez pół roku musiałam dochodzić do równowagi psychicznej. Tak wiele trudności pojawiło się na drodze do szczęśliwego zakończenia.

Chce Pani powiedzieć, że zarządzanie nie jest proste?
Jest bardzo trudne i wymagało ode mnie ogromnej pokory, absolutnego zrezygnowania z jakiejkolwiek dumy artysty. Wychodziłam z domu, mając w ręku teczkę z portfolio, odwiedzałam firmy pytając o możliwość wspólnych działań marketingowych. Do dzisiaj się z tym zmagam. Wiem, że przy kolejnej produkcji czeka mnie ta sama walka.