Strona główna WYWIAD OKULISTA, KTÓREGO SPOTKAŁA SZTUKA I WINO Osobowości medycyny: Lek. Werner Jerke

OKULISTA, KTÓREGO SPOTKAŁA SZTUKA I WINO Osobowości medycyny: Lek. Werner Jerke

Lek. Werner Jerke – okulista-zabiegowiec. Ślązak mieszkający od 1981 r. w Niemczech, gdzie w starym mieście Recklinghausen w samym centrum starówki wybudował swoje własne muzeum – Museum Jerke, tym samym spełniając życiowe marzenie. Jego kolekcja liczy setki eksponatów, w tym wyjątkowe dzieła polskiej sztuki. Właściciel winnicy, kolekcjoner artystycznych etykiet na butelki wina przygotowywanych przez polskich artystów. Podkreśla, że w życiu trzeba mieć cel, a jak się go osiągnie, należy poszukać innego, bo życie bez celu jest przecież nudne i bezproduktywne...

2241
PODZIEL SIĘ

To jest niezwykle fascynujące, nie wiadomo czy pić, czy podziwiać, prawda?
Można robić obydwie rzeczy naraz (śmiech). Wydaje mi się, że wino w butelce z dobrą etykietą może nawet troszkę lepiej smakuje. To jest tak jak z jedzeniem: jeżeli dostaje Pani dobre jedzenie na ładnym, dizajnerskim talerzu, to troszkę lepiej smakuje niż podane w jakimś plastikowym kubeczku czy plastikowej misce, prawda?

Czy kolekcjonuje Pan wszystkie te piękne butelki wina, które Pan produkuje?
Oczywiście, że tak. Zostawiam sobie parę butelek nie tylko jako pamiątkę, ale po prostu jako część mojej kolekcji. Artyści robią nie tylko jeden projekt nalepek na butelki, które są później drukowane, ale też parę oryginalnych, ręcznie malowanych etykietek. To są wtedy prawdziwe dzieła sztuki na butelce. Zbieram je dla celów charytatywnych; takie butelki sprzedawane są potem na aukcjach.

Doskonały pomysł. Dostaje Pan bardzo dużą dawkę emocji, pozytywnego ładunku dla siebie, do pracy, do miłości? Co to daje  Panu wewnętrznie?
Oczywiście to jest satysfakcja, to jest dla mnie balans. Zawsze powtarzam, że jak kiedyś mnie nie będzie, a stanę przed św. Piotrem, który mnie zapyta: „co całe życie robiłeś?”, wtedy nie chciałbym powiedzieć: „operowałem tylko oczy”, chciałbym powiedzieć, że poza tym robiłem też coś innego (uśmiech).

Czy Museum Jerke, które otwiera Pan za chwilę, będzie połączeniem wina ze sztuką? Czy przepięknie zdobione butelki wina znajdą tam swoje miejsce?
W tym budynku pewną część na parterze stanowi malutka restauracja na wysokim poziomie – tam będą znajdowały się również nasze wina. Zatem jeśli zwiedzający umysłowo nasycą się muzeum, będą mogli pójść na dół do restauracji, gdzie zjedzą i wypiją coś dobrego.

Czy kuchnia będzie również doskonała i będzie miała dużo wspólnego z rodziną Jerke, tak jak wina?
Ja czasami w domu gotuję, ale nie profesjonalnie. Mamy naprawdę dobrego kucharza, który będzie prowadził restaurację.

Do pewnego czasu absolutnie nie zdawałam sobie sprawy, że istnieje ktoś taki, kto kolekcjonuje polską sztukę, a nawet tworzy całą bryłę, która mieści w sobie współczesnych, ale nie tylko, mistrzów, to jest dla mnie coś niesamowitego, ewenement.
Cieszy mnie to, co Pani powiedziała. Zawsze mówię, że ja jako kolekcjoner wcale nie jestem właścicielem tego dzieła sztuki. Mam „leasing” na pewien czas, bo kiedyś mnie nie będzie i to dzieło sztuki znajdzie się u kogoś innego. Dlatego wydaje mi się, że my jako „właściciele na pewien czas”, jesteśmy zobowiązani nasze zbiory pokazywać też innym, społeczeństwu. Dlatego chętnie wypożyczam rzeczy, od Tokio do Nowego Yorku. Przykładowo miałem zaszczyt pokazać obrazy na wystawie Aliny Szapocznikow w MoM-ie (Museum of Modern Art – przyp. red.). To z jednej strony cieszy, a z drugiej strony uważam, że jesteśmy zobowiązani to robić, a nie jakieś dobre dzieło sztuki kupić, schować w piwnicy albo tylko samemu oglądać.