Strona główna WYWIAD OKULISTA, KTÓREGO SPOTKAŁA SZTUKA I WINO Osobowości medycyny: Lek. Werner Jerke

OKULISTA, KTÓREGO SPOTKAŁA SZTUKA I WINO Osobowości medycyny: Lek. Werner Jerke

Lek. Werner Jerke – okulista-zabiegowiec. Ślązak mieszkający od 1981 r. w Niemczech, gdzie w starym mieście Recklinghausen w samym centrum starówki wybudował swoje własne muzeum – Museum Jerke, tym samym spełniając życiowe marzenie. Jego kolekcja liczy setki eksponatów, w tym wyjątkowe dzieła polskiej sztuki. Właściciel winnicy, kolekcjoner artystycznych etykiet na butelki wina przygotowywanych przez polskich artystów. Podkreśla, że w życiu trzeba mieć cel, a jak się go osiągnie, należy poszukać innego, bo życie bez celu jest przecież nudne i bezproduktywne...

1937
PODZIEL SIĘ

jerke4

Czy będzie Pan w ramach Museum Jerke współpracował również z muzeami w Polsce?
Z niektórymi muzeami i większością galerii polskich mam dobre kontakty. Moim pomysłem jest żeby dwa-trzy razy w roku zrobić wystawę razem z jakimś muzeum czy galerią polską. Aby nie tylko moja kolekcja była pokazywana tam, ale żeby i u mnie od czasu do czasu mieć coś świeżego. To może być jakaś wystawa z Polski. Chciałbym być ambasadorem polskiej sztuki, przez małe „a”.

Skąd pomysł na polską sztukę? Kiedy Pan się w niej zakochał?
Tak jak wcześniej mówiłem, zrobiłem w Polsce maturę, a to kształtuje człowieka. W Polsce należałem do bardzo dobrego klubu filmowego, kręciliśmy filmy. Potem studiowałem 4 lata w Krakowie – więc jak nie potknąć się o sztukę, o kulturę polską?

Czy była jakaś osoba, która miała wyjątkowy wpływ na Pana wybory, Pana odkrycie?
Było dużo takich osób. Jedną osobę chętnie chciałbym wspomnieć, pana Konrada Szukalskiego z Domu Aukcyjnego Agra-Art. Jestem z nim od dawna zaprzyjaźniony. Dyskusje z nim na temat sztuki i marketingu sztuki bardzo mnie inspirują. Jeszcze wspomnę panią profesor Bożenę Kowalską, moją przyjaciółkę, która jest dobrym krytykiem sztuki. Jako sponsor siedem razy pomagałem jej robić plenery sztuki konkretnej. To też była osoba, z którą chętnie dyskutowałem na temat sztuki. Łączyła nas literatura i zwiedzanie wystaw, muzeów. To jest taka grupa, „paczka”, która miała duży wpływ na ukształtowanie mojego gustu i tego, co chciałem kupować i co kupowałem.

To nie było tak, że dziadek przekazał Panu zbiory, a Pan te zbiory poszerzał, tylko tak naprawdę Pan zakochał się w polskiej sztuce od zera?
Dokładnie. Medycynę zacząłem od zera i kolekcjonowanie również absolutnie od zera. Niestety, a może i dobrze, nie było u mnie w rodzinie żadnych tradycji kolekcjonowania sztuki, bo bez takiego balastu mogę się rozwijać sam.

To Pan ustalił kierunek i siłę.
Tak. Oczywiście moje gusta w ciągu tych lat zmieniały się, ale zawsze kupowałem do mojej kolekcji to, co uważałem za właściwe.

Czy kolekcjonowanie dzieł i bycie okulistą-zabiegowcem sprawia, że Pan inaczej widzi ludzi, widzi Pan ich jak sztukę?
Nie jestem chirurgiem plastycznym. Może taki lekarz bardziej patrzy na człowieka w ramach, o których Pani mówi. Ja się zajmuję organem małym w stosunku do całego ciała, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę, że świat odbieramy w 90% okiem, to oko ma znaczny wpływ na estetykę.