Strona główna WYWIAD Osobowości medycyny: prof. dr hab. n. med. Marek Spaczyński

Osobowości medycyny: prof. dr hab. n. med. Marek Spaczyński

Prof. dr hab. n. med. Marek Spaczyński – specjalista w zakresie ginekologii i położnictwa oraz ginekologii onkologicznej. Pracuje w Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym UM im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, gdzie sprawuje funkcję Kierownika Katedry Ginekologii, Położnictwa i Onkologii Ginekologicznej, Kierownika Kliniki Onkologii Ginekologicznej. Biegły Sądu Okręgowego opiniujący trudne przypadki ginekologiczne pacjentów na użytek rozstrzygnięć sądowych.

3698
PODZIEL SIĘ

A są to stany zaawansowane.
Wiadomo, że jeśli chodzi o nowotwór, to im bardziej zaawansowany, tym efektywność i skuteczność leczenia są coraz mniejsze. Nie mówiąc o pieniądzach, jakie wydatkuje państwo, bo koszty wzrastają wraz z postępem choroby. Przy wczesnym wykryciu stanu przedrakowego, praktycznie drobny zabieg może ten problem rozwiązać.

Opowiedzmy lekarzom o tym, jak działa profilaktyka i akcje społeczne.
Imienne zaproszenia nie działają. Są drogie i się przeżyły. Lepiej byłoby wykorzystać elektroniczne środki przekazu, jak telefony komórkowe, internet, media. Zaproszenia przesyłane pocztą kosztują dużo pieniędzy (znaczek, koperta, praca człowieka). Jeśli przemnożymy to razy populację kobiet, otrzymujemy olbrzymie koszty. Wysyła się takie imienne zaproszenie do konkretnej osoby, na jej adres domowy. Pacjentka się nie zgłasza. Wysyła się drugi raz. I ponownie się nie zgłasza. Dlatego należy rozważyć, czy przy takiej niesubordynacji, kiedy zachoruje, nie powinna płacić sama. Tylko nikt na to się w Polsce nie odważył. A najlepiej byłoby, gdyby profilaktyka stała się tzw. „dobrowolnym przymusem”.

Profilaktyka chroni, a brak dobrowolnej profilaktyki, jeśli skutkuje chorobą, to powinien obciążyć finansowo pacjenta?
Wiadomo, że dalsze zwiększanie nakładów finansowych na leczenie daleko zaawansowanych nowotworów nie przekłada się na wzrost 5-letnich przeżyć. Innymi słowy, jest już za późno na wyleczenie, bez względu na poniesione koszty. Dlatego należy się bardzo poważnie zastanowić nad koniecznością pokrywania kosztów leczenia przez pacjentów w wypadku wyraźnego lekceważenia rekomendowanych badań profilaktycznych, które są przecież finansowane z budżetu. Należy również zastanowić się, jak skuteczniej zachęcić do profilaktyki i wczesnego wykrywania różnych chorób osoby, które czują się zdrowo.

A współpraca z samorządami? Są przecież gminy, które prowadzą programy w zakresie profilaktyki zdrowia.
To wygląda bardzo różnie. Są programy bardziej i mniej skuteczne. Według mnie na pewno nie można wracać do tzw. białych niedziel, które cechowały się wielką akcyjnością i niewiele z tego wynikało. Trzeba ustalić system profilaktyki odgórnie, od strony organów państwa. Bez większego sensu jest wymyślanie czegoś na szybko, na jednorazową akcję. Pieniądze, generalizując, idą nadal w błoto, bo nie działają na ogólnopolską świadomość zgłaszania się na badania profilaktyczne; są jedynie akcją doraźną. Przynajmniej dotyczy to działań w kierunku onkologii ginekologicznej.

Polska gospodarka słynie z gaszenia pożarów, nieprawdaż? Nadal poświęcamy za mało czasu, pieniędzy i uwagi profilaktyce.
Tak, to prawda. Podam przykład pierwszej sprawy sądowej: pacjentka mająca kilkoro dzieci poważnie poparzyła się gorącą wodą. Zgłasza się do lekarza. W ramach leczenia wykonano transplantację skóry. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ci lekarze, którzy moim zdaniem bardzo solidnie się zachowali, powiedzieli, że dalsze leczenie wymaga laseroterapii na tę część ciała, ale w czasie jej stosowania pacjentka nie może zajść w ciążę. Ginekolog-położnik, do którego się zgłosiła, odmówił przepisania jej antykoncepcji hormonalnej. Nie zwróciła się jednak do innego ginekologa, nie zachowała abstynencji seksualnej i nie stosując się do zaleceń lekarzy prowadzących laseroterapię – szybko zaszła w ciążę. Ja bym powiedział: trudno, ten lekarz mi odmawia ze względów światopoglądowych, to trzeba się pohamować. Pech chce, że rodzi się dziecko z zespołem Downa, z ciężką wadą serca. Lekarze, dokonując bardzo precyzyjnych badań, boją się operować. Kobieta się na to nie zgadza, przewożą dziecko do innego szpitala kardiologicznego. Lekarze dokładają wszelkich starań, żeby dziecko operować. Operują raz, drugi, ale po trzech tygodniach dziecko umiera. I teraz jest sprawa przeciwko temu lekarzowi, który nie przepisał antykoncepcji, sprawa przeciwko kardiochirurgom, którzy włożyli bardzo dużo serca. A ile pieniędzy na to poszło? Dziesiątki tysięcy złotych! I ta kobieta twardo występuje przeciwko lekarzom. Oczywiście bezdyskusyjnie kardiochirurgów trzeba bronić. To jest ta zasadność wydawania finansów. Jeden z byłych prezesów Narodowego Funduszu Zdrowia, z którym blisko współpracowałem, uważał, że trzeba kontrolować zasadność wydatków finansowych.