Piotr Żyła – Warto mniej się starać, by było lepiej

Piotr Żyła – Warto mniej się starać, by było lepiej

Wywiad Exclusive Piotr Żyła Medical Maestro

1507
PODZIEL SIĘ

Piotr Żyła – jeden z najlepszych polskich skoczków narciarskich. Reprezentant Polski, zawodnik klubu KS Wisła. Dwukrotny drużynowy brązowy medalista mistrzostw świata (w 2013 r. i 2015 r.). Olimpijczyk w Soczi w 2014 r. Zwycięzca konkursu Pucharu Świata w Oslo w sezonie 2012–2013. Dwukrotny indywidualny mistrz Polski. Zawsze uśmiechnięty i szczery, słynie z niestandardowych wypowiedzi. Ulubieniec kibiców, jeden z najpopularniejszych sportowców. Skoki to jego praca, lubi to, co robi, ale podchodzi do tego z dystansem. Potrafi oddzielić pracę od życia poza skocznią. W jego obecności nie sposób się nie uśmiechać – zaraża optymizmem.

Marcin Szumski: Człowiek uprawiający profesjonalnie sport traktowany jest jak maszyna. To prawda, że nieważne, że coś Pana boli, kiedy są zawody? Trzeba jechać i skakać?
Piotr Żyła: Dokładnie tak jest. Można powiedzieć, że każdy wymaga od nas, żebyśmy byli wciąż lepsi, a czasami człowiek nie radzi sobie psychicznie z tym wszystkim. Ja raczej staram się nie chorować (śmiech). Wiadomo, że kiedy zaczyna mnie boleć przykładowo brzuch, to biorę leki przeciwbólowe i idę na skocznię. Polska jest krajem, w którym każdy wymaga od sportowców dobrych wyników, a najlepiej wygranej. Nie pozwalają człowiekowi cieszyć się z tego, że po prostu może uprawiać ten sport i radować się z mniejszych rzeczy. Tak naprawdę lubię sport i cieszę się z tego, co robię. Czasami jestem szczęśliwy, że coś zrealizowałem – nie jest to wygrana czy pierwsza dziesiątka, ale jakiś cel (śmiech). Niektórzy ludzie po prostu tego nie rozumieją, myślą: „głupi, cieszy się, był piętnasty, a jest zadowolony”.

Marcin Szumski: Czy przez presję mediów i publiczności czuje się Pan jak maszyna, która właśnie: musi wygrać?
Kiedy zaczynam się w to wkręcać i uświadamiać sobie, że jestem najlepszy, że właśnie: muszę, wtedy to nie działa. Trzeba się zdystansować, bo czasami skoki są jak narkotyk – człowiek się wkręci, za dużo zaczyna od siebie oczekiwać, nie może doczekać się, kiedy pójdzie na skocznię, żeby coś poprawić i zmienić. Można powiedzieć, że to jest tak, jak w typowej pracy. Kiedy człowiek żyje pracą, to jest pracoholikiem. Niektóre zawody można tak wykonywać i będzie dobrze, ale w skokach daje to odwrotny efekt. Im więcej jest się w pracy, na skoczni, tym bardziej to uzależnia i wtedy brakuje luzu i swobody w skakaniu. Skakanie ma być czymś przyjemnym, wiadomo, że kiedy jest się na skoczni, to jest się na skoczni, a kiedy jest się poza nią, trzeba się od tego odciąć i znaleźć sobie małe rzeczy, z których również można się cieszyć (śmiech).

Medical Maestro