Podniebny wojskowy coaching 41. BAZA LOTNICTWA SZKOLNEGO W DĘBLINIE

Podniebny wojskowy coaching 41. BAZA LOTNICTWA SZKOLNEGO W DĘBLINIE

W powietrzu czują się lepiej niż na ziemi, a szkolenia lotnicze to dla nich codzienność, każdego dnia do 6 godzin spędzają w przestworzach. Instruktorzy lotnictwa z 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie – bo o nich mowa – jako absolwenci Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych doskonale wiedzą, że selekcja pilotów musi być dokładna, gdyż latać chce zbyt wielu, szczególnie tych skorych do zbyt dużego ryzyka.

2391
PODZIEL SIĘ

Wywiad ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 10, s./p. 1133-1480

To przede wszystkim nasza pasja, idziemy do pracy ciesząc się, że spełniamy nasze marzenia. Dodatkowo mamy możliwość zarobienia na życie.
Jesteśmy chyba najszczęśliwsi na świecie.


Marcin Szumski: Reprezentują Panowie 41. Bazę Lotnictwa Szkolnego z Dęblina i na co dzień latają na śmigłowcach. Czym różni się latanie śmigłowcem od latania samolotem?
Arkadiusz Wiciejowski: Przede wszystkim latanie na śmigłowcu wymaga od nas dużo więcej umiejętności manualnych niż jest to konieczne w lotnictwie samolotowym, ponieważ samolot skonstruowany jest inaczej niż śmigłowiec. Główną siłę nośną samolotowi dają skrzydła, a śmigłowcom wirnik nośny. Zarówno w samolocie, jak i w śmigłowcu do sterowania służy drążek, lecz w śmigłowcu tak zwane orczyki, czyli pedały służą do sterowania ciągiem śmigła ogonowego, a w samolocie do wychylenia steru kierunku.

Dzisiaj ludzie – szczególnie biznesmeni – chcą szybko się przemieszczać. W jaki sposób zdobyć można podstawową licencję pilota?
A.W.: Żeby zdobyć licencję pilota samolotowego, śmigłowcowego lub szybowcowego, trzeba przejść szkolenie, które jest organizowane w certyfikowanym ośrodku szkolenia lotniczego. Takich ośrodków w Polsce jest wiele, możemy je znaleźć w każdym województwie. Jednak nie każdy z ośrodków szkoli w pełnym zakresie, tzn. do licencji samolotowej i śmigłowcowej jednocześnie.

Uzyskanie licecji pilota poprzez wstąpienie w szeregi armii jest tańszą ścieżką niż zdobycie uprawnień we własnym zakresie?
Radosław Trzcionkowski: Wojsko nigdy nie żądało pieniędzy za szkolenie. Szkoląc się w cywilu, trzeba za wszystko płacić, za każde badania okresowe, egzaminy teoretyczne, każdą godzinę lotu. Szkolenie lotnicze w wojsku odbywa się na koszt Ministerstwa Obrony Narodowej, lecz armia nie daje żadnej licencji cywilnej, żadnych cywilnych uprawnień.

Ile mieliście lat, kiedy podjęliście decyzję o zostaniu pilotem?
Mateusz Antoniewicz: Ja podjąłem decyzję w ósmej klasie szkoły podstawowej, miałem wtedy 14 lat. Złożyłem dokumenty do ogólnokształcącego liceum lotniczego w Dęblinie. Tam uczyłem się 4 lata, a później zacząłem studia w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych.
A.W.: U mnie było podobnie. Ja w zasadzie wychowałem się na lotnisku, od zawsze byłem z tym związany.
R.T.: Jestem tutaj najmłodszy spośród kolegów, w moim przypadku system edukacji był inny, bo kończyłem gimnazjum. Mój tato nosił mundur, był strażakiem, ja też zawsze chciałem mieć mundur, więc zostałem pilotem. Mieszkałem – i nadal mieszkam – niedaleko Dęblina, często obserwowałem samoloty, śmigłowce, które podchodzą do lądowania, zawsze mi się to podobało.