Strona główna WYWIAD Podniebny wojskowy coaching 41. BAZA LOTNICTWA SZKOLNEGO W DĘBLINIE

Podniebny wojskowy coaching 41. BAZA LOTNICTWA SZKOLNEGO W DĘBLINIE

W powietrzu czują się lepiej niż na ziemi, a szkolenia lotnicze to dla nich codzienność, każdego dnia do 6 godzin spędzają w przestworzach. Instruktorzy lotnictwa z 41. Bazy Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie – bo o nich mowa – jako absolwenci Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych doskonale wiedzą, że selekcja pilotów musi być dokładna, gdyż latać chce zbyt wielu, szczególnie tych skorych do zbyt dużego ryzyka.

3520
PODZIEL SIĘ

IMG_1482mDo jakich nietypowych akcji użwane są śmigłowce wojskowe?
M.A.: Często używane są w sytuacjach kryzysowych, przykładowo podczas powodzi. Nam osobiście nigdy się to nie przytrafiło, ale koledzy z innych jednostek śmigłowcowych często uczestniczą w akcjach związanych z umacnianiem wałów. Oprócz tego pozostaje też transport osób ważnych, tzw. VIP-ów.

Czy ze względu na niesprzyjającą pogodę śmigłowiec może nie wystartować?
A.W.: Mamy procedury, których po prostu nie możemy przekroczyć, nie wystartujemy w warunkach, które są poniżej naszych minimalnych.
Ile godzin dziennie możecie spędzać latając w powietrzu?
A.W.: Każdy rodzaj lotnictwa regulują odrębne przepisy, inny zbiór dokumentów. W każdym rodzaju lotnictwa, czy to w lotnictwie komunikacyjnym, wojskowym, transportowo-wojskowym, czy śmigłowcowo-wojskowym – mogą być inne ograniczenia. Możemy rzucać tutaj różnymi cyframi i będą one adekwatne do jego konkretnego rodzaju. W przeciągu 12 godzin pracy (od momentu przyjścia do wyjścia) nie możemy przekroczyć 6 godzin na lot i po tym czasie musimy mieć odpoczynek minimum 11 godzin.

Są teorie, które mówią, że każdy pilot powinien rozpocząć swoją naukę od szybowca.
M.F.: Tak zwana teoria piramidy. Wetowana wielokrotnie. Ja ją podzielam, uważam, że jest słuszna.
M.A.: Ja też zaczynałem od szybowców i muszę przyznać, że do dziś pamiętam swój pierwszy lot, pierwsze oderwanie się od ziemi. Kiedy wsiadłem do szybowca z instruktorem, nogi mi się trzęsły – pamiętam to dokładnie.

Uczycie młodych podchorążych samej sztuki latania czy Wasze kompetencje wchodzą również w zakres szkolenia bojowego?
M.A.: W tym momencie założenia u nas w jednostce są takie, że podchorążych, młodych adeptów uczymy samych podstaw, nie przeprowadzamy szkoleń zaawansowanych – nie szkolimy, przykładowo, w zakresie użycia amunicji. Po zdobyciu podstaw dany pilot trafia do którejś z jednostek – bojowych, transportowych, łącznikowych, ratowniczych – gdzie przechodzi odpowiednie szkolenie.

Opinie o polskich lotnikach zawsze były i są dobre. Jak ocenilibyście swoje kompetencje, porównując je z pilotami innych armii NATO?
A.W.: Sądzę, że absolutnie nie mamy czego się wstydzić.
M.A.: Nasze załogi wykonywały misje w Iraku i Afganistanie na śmigłowcach transportowych, bojowych, w dzień, w nocy, w noktowizji, na równi z sojusznikami. Kolega był w Iraku, sądzę, że może na ten temat powiedzieć parę słów.
M.F.: Spędziłem pół roku w Iraku, pracując głównie z wojskami amerykańskimi. W ostatnim czasie byłem pół roku na szkoleniu w Stanach Zjednoczonych. Potwierdzam to, co kolega powiedział – nie mamy się czego wstydzić, ale brakuje nam nowoczesnej techniki. Potrzebujemy doinwestowania armii, żebyśmy mogli mieć w pełni profesjonalny sprzęt i wykonywać zadania takie, jak wojska amerykańskie.

Co lubicie najbardziej w swojej pracy?
Wszyscy razem: Latanie (śmiech).