Strona główna FELIETON Promień koła. Czas wojny

    Promień koła. Czas wojny

    226
    PODZIEL SIĘ

    Wynalezienie maszyny parowej przez Jamesa Watta przyczyniło się do
    ogromnego postępu, wojen i komercjalizacji rynku. Pojawiło się pojęcie konia mechanicznego, aby określić moc maszyny jako siłę mięśni zwierząt. Jeden koń mechaniczny to nic innego, jak moc zaprzęgu z jednym koniem.

    Porównując moc współczesnych samochodów aż ciężko sobie wyobrazić znaczenie 200 KM w przeliczeniu na zwierzęta. Ile to trzeba owsa, aby je wyżywić! A samochód stoi w garażu i czeka na magiczny dotyk kierowcy, wprawiający 200 KM w ruch. W galopie, kłusem, stępa w mieście. Nowoczesna dorożka to nie tylko klimatyzacja, sprzęt hi-fi, ale również nawigacja, aktywny radar, tempomat, czujniki parkowania, alkoholu w wydychanym powietrzu, poduszki powietrzne i systemy kontroli jazdy wzdłuż, w poprzek, pod górkę i z górki. Gdy ślisko, błotniście, podczas deszczu lub na śniegu. Kopyta też są do wyboru. Symetryczne, asymetryczne, kierunkowe, szosowe, z kolcami,
    na błoto, na śnieg, na zimę lub na lato. Konie mechaniczne są w zakładach pracy, w kopalniach, napędzają ogromne lokomotywy, maszyny budujące mosty, wiadukty i autostrady. Konie pływają, czego dobrym przykładem była dawniej Arka Noego, a dziś np. MS Queen Victoria z prawie 200 tys. KM na pokładzie. Prawie tyle, ile jazdy liczyły krzyżackie wojska w bitwie pod Grunwaldem. Porównanie jest zatrważające i budzi powagę, smutek, strach, szacunek…

    Czas STOP byłby idealny, aby spojrzeć na otoczenie, zaznać refleksji, pomyśleć. Ciągła gonitwa stoi temu na przeszkodzie. Szukając skrótów, bo skąd czas na głębokie analizy, czytanie literatury, przyjmujemy do wiadomości informacje podane przez media. Wypaczone, racjonalne, rzeczywiste, wyssane z palca. Wnioski, a czasem nawet iluzje. To one są filarami naszych opinii i poglądów. Śmiejemy się, krzyczymy, wołamy o pomstę do nieba. Żyjemy z dnia na dzień, goniąc, nie doceniając tego, co mamy. Ptaki, śpiew, dzieci, lekarz, jedzenie, wakacje.

    Rozwinięte technologie, konsumpcjonizm, dostępność towarów i usług, dostęp do świadczeń zdrowotnych i niewyobrażalna ilość leków na starzenie, mniejsze wiatry, zgagę, grzybicę stóp, swędzenie okolic intymnych, nadmierne pocenie, wzwód na żądanie jak u nastolatka są jawnym sygnałem, że jest za dobrze. Za dobrze, gdy człowiek nie martwi się, co do garnka włożyć i skąd wziąć środki na zimowe buty.

    Pokolenie lat 70. jest ostatnim, które z opowieści wie, co to wojna. Zna historię przymusowej pracy, obozów zagłady, obecnej wszędzie śmierci i tragedii pokoleń. Z opowieści przy kuchennym stole. Dziwi więc fakt, że dziś w chwale i blasku fleszy wspomina się młodych ludzi, a często i dzieci, które zamiast uczyć się ginęły na barykadach i w kanałach. Dziś młodzi ludzie chodzą dumnie w koszulkach z napisami Polska Walcząca. Media wspierają ten ideał obrońców Warszawy. Nikt nie
    odbiera chwały walczącym, nikt nie drwi z poległych, lecz na Boga, kto zezwala na budowanie patriotyzmu w oparciu o wojnę?

    Mój dziad podczas II Wojny Światowej był saperem. Rozminowywał tereny na ziemiach odzyskanych. Opowiadał, że uciekający Niemcy pozostawiali miny w pluszowych misiach, fortepianach, łóżkach w swoich prywatnych domach dzisiejszego województwa lubuskiego.
    Jego przekaz był jeden. Wojna jest straszna. On to przeżył. Przeżył wybuch miny w dłoniach. Powtarzał: oby nigdy więcej nie było wojny. Oby jego dzieci i wnuki nigdy jej nie poznały. Nie ma bohaterów, są tylko przegrani. Winni i niewinni. Dorośli i dzieci. Kolejne pokolenia muszą znów budować, by nie martwić się, co do garnka włożyć. By myśleć co zrobić, by nie mieć zgagi, by korygować zmarszczki i ujędrniać skórę. Czy naprawdę medycyna musi przejść kolejną próbę amputowania kończyn, leczenia ran po pociskach z domieszką uranu, ran szarpanych i kłutych, poparzeń czy operacji pod gołym niebem?

    Historia kołem się toczy. Jego promień jest za mały. Większy promień proszę. Dużo większy. Oby nie było za późno.

    Marcin Szumski