Rewa – spokój, piękno natury, odprężenie

Rewa – spokój, piękno natury, odprężenie

Przyjeżdżaj, jeśli lubisz: surfing i kitesurfing, przejażdżki konno, spacery i zbieranie bursztynów, rowerowe wycieczki, rezerwaty przyrody, fotografowanie natury, dobrą rybę (króluje dorsz na sposób rewski z surówkami – cudo!), wieczory w knajpkach, nastrój i ciszę.

1563
PODZIEL SIĘ

Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 1, s./p. 1-148

Przyjeżdżam i nocuję tutaj poza sezonem, kiedy jest spokojniej, ale życie toczy się dalej – mówi Ola z jednej spośród wielu agencji reklamowych w Warszawie. Cieszy się brakiem pośpiechu i tym, co widzi przez okno jednej z willi, w której, można powiedzieć, pomieszkuje. Nie ma nic lepszego niż szum morza, długi spacer „na cypel” i z powrotem, kubek gorącej herbaty na tarasie knajpki tuż przy plaży. I spokój, spokój w mojej głowie. Czas wyhamowuje. Cud rewski – dodaje, uśmiechając się.

Turyści pozasezonowi przyjeżdżają do Rewy, by pooddychać świeżym powietrzem i nabrać dystansu do świata. Jest też wielu takich, którzy zabierają swoje dzieci (lub dzieci swoich dzieci) i w Rewie zostają w październiku czy lutym na 2–3 tygodnie. Są też i takie osoby, które podróżując służbowo, wybierają rewski klimat zamiast hotelu przy trasie lub w centrum miasta. Do Gdyni jest stąd zaledwie 9–10 km.

Rewa wygrywa też w rankingu Magdy. Ma rodzinę – męża, dzieci i kontrakt nad morzem. Znajomi zazdroszczą jej tych wyjazdów. Ona każde pół godziny gna w przeciwną stronę niż wszyscy. Była już wielokrotnie w Trójmieście i stwierdza, że nie ma frajdy w przebywaniu w hotelu z superbasenem bez rodziny. Woli nabrać wiatru w żagle otulona klimatem ze wszech stron prawdziwym.

Karolina mimo swojego młodego wieku jest prezesem jednej z klinik medycznych. Do Rewy przyjeżdża posurfować. I pobyć człowiekiem, jak mówi. Bez garnituru, bez idealnej fryzury. Z bagażem na 3–4 dni wpada z deską, gdy wieje. Bo w Rewie wieje najlepiej!