Strona główna WYWIAD SUPER HIP / SUPER KNEE PIERWSZY ZABIEG W POLSCE Osobowości medycyny: Dr...

SUPER HIP / SUPER KNEE PIERWSZY ZABIEG W POLSCE Osobowości medycyny: Dr n. med. Milud Ibrahim Shadi

Dr n. med. Milud Ibrahim Shadi – specjalista w zakresie ortopedii i traumatologii. Pracuje w ORTOP Poliklinice w Poznaniu, a także w Szpitalu Ortopedyczno-Rehabilitacyjnym im. W. Degi w Poznaniu. Absolwent Uniwersytetu Alfatah w Trypolisie na Wydziale Lekarskim. W 1996 r. odbył specjalizację w zakresie ortopedii i traumatologii ruchu pod kierunkiem prof. Witolda Marciniaka. W 2003 r. uzyskał tytuł doktora nauk medycznych. Zajmuje się ortopedią dziecięcą i dorosłych, wrodzonymi wadami stóp końsko-szpotawych, badaniami stawów biodrowych u dzieci i niemowląt. Stosuje metodę Ilizarowa w wydłużaniu kończyn. W maju 2015 r. wraz z zespołem lekarzy przeprowadził pierwszą w Polsce operację typu super hip / super knee, która pozwala na naprawienie złożonej deformacji stawu biodrowego oraz kolanowego. Członek wielu towarzystw naukowych. Wierzy w rozmowę z pacjentem i kontakt z dzieckiem i jego rodziną. Prywatnie zapalony maratończyk.

9861
PODZIEL SIĘ

A.R.: Jak obecnie wygląda służba zdrowia w Libii?
Libijskiej służby zdrowia praktycznie nie ma. Libijczycy wyjeżdżają do Tunezji, żeby zoperować wyrostek robaczkowy. Nie mają zaufania do lekarzy w swoim kraju, który jest bogaty i stać go na wyposażenie szpitali w najlepszy sprzęt, ale brakuje określonego biznesplanu, polityki. W tej chwili libijska służba zdrowia zajęłaby najniższe miejsce na świecie w rankingach. Co prawda są tam też lepsze szpitale, ale są to szpitale prywatne, a nie każdego stać na leczenie w takich placówkach. Poza tym w kraju brakuje specjalistów i przede wszystkim bezpieczeństwa.

A.R.: Czy utrzymuje Pan kontakt ze środowiskiem medycznym w Libii?
Tak. Mam kontakt z kolegami, z którymi kończyłem studia. Jedynie część osób z mojego rocznika została w Libii, a reszta pracuje za granicą, większość w Anglii czy Irlandii. Kontakty utrzymuję przez telefon, e-maile. Po rewolucji pojechałem do Libii i operowałem w różnych szpitalach w ramach promocji, zupełnie za darmo, żeby nauczyć czegoś kolegów i koleżanki. Byłem tam trzy-, czterokrotnie. Teraz nie jest tam bezpiecznie, dlatego nie mam w planach wyjazdu w najbliższym czasie.

A.R.: Dlaczego zdecydował się Pan na Polskę jako miejsce zamieszkania, miejsce pracy?
Jest kilka czynników, które odegrały tutaj rolę. Przede wszystkim na decyzję wpłynęła moja małżonka, którą poznałem przed osiedleniem się na stałe w Polsce. Po drugie moja praca w Libii – mam tu na myśli zespół składający się z Polaków, z którymi się zaprzyjaźniłem; jeden z kolegów, który pracował ze mną przedstawił mi możliwości wyjazdu do Polski lub Anglii. Przyjechałem tutaj, kierując się moim sercem (uśmiech) i zdobytą wiedzą na temat Polski. Mój szef w Libii – profesor z Indii, powiedział mi, że w Polsce jest profesor, który pracuje w Poznaniu i nazywa się Wiktor Dega, i jeżeli chcę wyjechać do Polski, muszę podążać w tym kierunku. Proponowano mi zrobienie specjalizacji w Warszawie, natomiast ja powiedziałem, że chciałbym w Poznaniu i szukam profesora Degi. Później okazało się, że profesor był już wtedy na emeryturze.

A.R.: I trafił Pan pod skrzydła profesora Marciniaka?
Tak, przyjechałem oddelegowany z Ministerstwa Zdrowia wraz z moim znajomym anestezjologiem spod Warszawy. W Ministerstwie powiedzieli: „dobra, jak ma to być Poznań, to niech Pan pójdzie do profesora Degi porozmawiać”. Był to rok 1989, grudzień, tuż przed świętami. Trafiłem do profesora Marciniaka, który powiedział: „profesor Dega jest już emerytowany, teraz ja jestem dyrektorem instytutu”. Od tego czasu byłem pod jego skrzydłami.

A.R.: Ile czasu zajmie Polsce nadgonienie innych krajów w wydłużeniu kości kończyn dolnych?
Oczywiście dobrze by było realizować te wszystkie nowe rozwiązania dla pacjentów już teraz, tak by nowoczesne, zgodne z bieżącym czasem możliwości były w pełni wykorzystywane. Nie mówię tutaj o wszystkich rzeczach, gdyż np. rekonstrukcję biodra, kolana prowadzimy bardzo dobrze, ale potrzebowalibyśmy sprzętu, jeżeli chodzi o wydłużania. Mogę prowadzić je klasycznie na aparacie Ilizarowa, ale lepiej byłoby dla dziecka, dla zwiększenia jego komfortu, by na bieżąco korzystać z innego rodzaju aparatu. Są to nowoczesne stabilizatory na razie niedostępne w Polsce. Nazywają się MRS (Modular Rail System), dają pacjentowi duży komfort użytkowania. Nie jest to cyrkularny aparat tylko jednopłaszczyznowy z możliwością kontrolowania kolana itd. Sprzęt ten kosztuje w granicach 8-10 tys. euro. Mam nadzieję, że w przypadku leczonego obecnie przeze mnie Dominika uda się zebrać środki dzięki pomocy jakiejś fundacji lub kogoś życzliwego. Jako lekarze jesteśmy cały czas doszkalani w stosowaniu tych stabilizatorów, więc jedyną kwestią pozostaje posiadanie tego aparatu.

A.R.: Kursy i szkolenia mogą odbywać się w Polsce czy wyłącznie za granicą?
W przypadku tych kursów, prowadzone są one za granicą. Czasem podobne kursy są podejmowane przy okazji zjazdów, jak miało to miejsce we Francji w tym roku, czy chociażby jak było to w 2014 r., kiedy to z jednym z kolegów braliśmy udział w konferencji i kursie w Indiach. Nie ma w Polsce firmy, która posiadałaby taki sprzęt, więc nie byłoby odpowiedniego miejsca do przeprowadzenia takiego szkolenia. Poza tym w szkoleniach bierze udział bardzo wąskie grono osób. Podczas naszego kursu w Stanach w grupie było tylko 18 osób z całego świata. Nasza polska grupa była dość silna, gdyż było nas trzech. Zobaczymy, co przyszłość przyniesie; być może te kursy kiedyś będzie można zrealizować także u nas, mam taką nadzieję.