Strona główna WYWIAD Taksówkarz na wyścigach. Adrenalina połączona z bezpieczeństwem

Taksówkarz na wyścigach. Adrenalina połączona z bezpieczeństwem

Artur Bachan – miłośnik motoryzacji, taksówkarz od 5 lat. Założyciel i wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Warsaw Speed Team. Jego celem jest propagowanie bezpiecznej jazdy, a co za tym idzie ograniczenie nielegalnych wyścigów na ulicach polskich miast. Jak sam twierdzi, jest szczęśliwy bo nie ma szefa, a praca to również jego pasja.

1942
PODZIEL SIĘ

Jednym z głównych celów Warsaw Speed Team jest propagowanie bezpiecznej jazdy.
Kiedy byliśmy już legalnie działającym stowarzyszeniem, organizowaliśmy imprezy masowe na zamkniętych lotniskach. Z tamtego świata, jeszcze „nielegalnego”, wiedzieliśmy, gdzie młodzi ludzie się ścigają. Drukowaliśmy masę ulotek i rozdawaliśmy, żeby pokazać, gdzie za niewielkie pieniądze można przyjechać i szaleć do woli. Oczywiście legalnie, pod okiem straży pożarnej, karetki i policji. To były zabezpieczone imprezy. Do dzisiaj promujemy bezpieczny styl jazdy.


Z tamtego świata, jeszcze „nielegalnego”, wiedzieliśmy,
gdzie młodzi ludzie się ścigają.


Ile razy w roku organizujecie takie imprezy?
W poprzednich latach w ciągu roku udawało nam się zorganizować około czterech rund wyścigów równoległych, czyli na ¼ mili, dodatkowo cztery-pięć rund wyścigów torowych. Czyli w sezonie, od kwietnia do października mieliśmy dziewięć imprez. W tym roku udało nam się zrealizować dwie imprezy na Torze Poznań, a także współorganizowaliśmy XX edycję Motopikniku w Olsztynie.

Czy jest limit aut, które mogą wziąć udział w jednej imprezie?
Na torze Poznań jest to około 50 samochodów. Aby przejażdżka nie trwała tylko 15 minut, musi być ograniczona ilość zawodników. Jeśli chodzi o ściganie się na ¼ mili, mamy ograniczenia do 80-90 załóg.

Czy w organizowanych przez Was zawodach przewidziane są nagrody?
Tak, ale są to raczej nagrody rzeczowe. Zawsze jest do wygrania puchar. Ciężko znaleźć sponsorów, ponieważ ten sport nie bardzo jest jeszcze znany. Większość sponsorów zapomina, że pomiędzy amatorami a profesjonalistami jest coś „pomiędzy”, czyli my.

Uczestnikiem takich zawodów są zarówno amatorzy jak i profesjonaliści?
Owszem. Kiedy trzy lata temu organizowaliśmy Puchar Polski na Torze Konnym w Warszawie, przyjechali do nas nawet Węgrzy, którzy robili pokazy profesjonalnego driftu. Urządzili też jedną rundę swoich driftowych wyścigów. Przyjeżdżają wykwalifikowani ludzie, którzy ścigają się w całej Europie, m.in. w Niemczech, na Węgrzech i w Polsce, biorą udział w pucharach kraju. Pojawiają się też amatorzy, którzy podejmują dopiero pierwsze próby. Kiedy złapią bakcyla, to po roku lub dwóch, można zauważyć, że mają jakieś modyfikacje samochodu, że się wciągnęli i chcą doskonalić swoje umiejętności. Co ciekawe, może przyjechać i wystartować osoba całkowicie z ulicy, aby przekonać się czy to dla niej.
Na ulicy jeżdżę zarówno taksówką jak i drugim autem przeznaczonym do wyścigów, i co dzień widzę, za przeproszeniem, „chojraków”, którzy gdzieś stoją na światłach i próbują się ze mną ścigać. Zapraszam takie osoby na tor, a tor weryfikuje, czy ktoś jest naprawdę dobrym kierowcą. Czasem okazuje się, że nie (śmiech).

ArturBachan2