Strona główna WYWIAD WYWIAD EXCLUSIVE Osobowości medycyny: Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow

WYWIAD EXCLUSIVE Osobowości medycyny: Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow

Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow w rozmowie z Redaktor Naczelną dr Magdaleną Szumską opowiada m.in. o przygotowaniach (które trwały ponad 20 lat) do pierwszego w Stanach Zjednoczonych, a czwartego na świecie, prawie całkowitego przeszczepu twarzy, a także o samej operacji, kwalifikacji pacjentów do przeszczepów, życiu pacjentów po przeszczepach, umiejętności zarządzania zespołem. Odpowiada również na pytania, dlaczego na stałe nie mieszka w Polsce, co ją aktualnie fascynuje i jakie będzie jej kolejne osiągnięcie naukowe.

3301
PODZIEL SIĘ

Rzadko kto dzisiaj pamięta, że operacja nie polegała tylko na przeszczepieniu samych tkanek twarzy, ale też części podniebienia, zębów czy tkanki tłuszczowej…
Zgadza się. Rzeczywiście, w tym okresie był to pierwszy tak rozległy przeszczep twarzy, można powiedzieć – kompleksowy. My go nazywamy przeszczepem kompozytu tkankowego, ze względu na to, że jest to bardzo rozległy przeszczep, jednocześnie niezwykle funkcjonalny, skomponowany nie tylko ze skóry, kości, mięśni, chrząstki czy tkanki tłuszczowej, ale też na przykład ślinianek i węzłów chłonnych. Kompozyt tkankowy zawierał również cały nos, wargi, powieki i kości wspierające oczodoły.


(…) jest to bardzo rozległy przeszczep, jednocześnie niezwykle funkcjonalny,
skomponowany nie tylko ze skóry,
kości, mięśni, chrząstki czy tkanki tłuszczowej,
ale też na przykład ślinianek i węzłów chłonnych.
Kompozyt tkankowy zawierał
również cały nos, wargi, powieki i kości wspierające oczodoły


Jak długo trwała operacja?
Operacja trwała 22 godziny bez przerwy, jedynie kilku chirurgów wymieniało się, kiedy już byli bardzo zmęczeni. Przez te 22 godziny byłam cały czas „na nogach”, raz przy jednym stole operacyjnym – dawcy, raz drugim – stole biorcy. Koordynowałam całą logistykę zabiegu.

5 (wyspa)

Był podczas tej operacji moment, kiedy miała Pani emocjonalne dreszcze?
Raczej nie. Najważniejszy był moment połączenia naczyń tętniczych i naczyń żylnych pacjentki oraz dawcy, a także moment zdjęcia zacisków. Choć pierwsze zaróżowienie się przeszczepionej twarzy, która wcześniej była blada i „bez życia”, było najważniejszym momentem. Poza tym nie było takiej sytuacji, kiedy wydawało się, że coś pójdzie nie po naszej myśli i mógł temu towarzyszyć niepokój.

Pani, jako kierownik zespołu, czuwała nad wszystkim. Tutaj znowu pojawia się umiejętność zarządzania. Musiała mieć ją Pani we krwi i musiała się ona ujawnić już wcześniej.
Zgadza się! (śmiech). Kieruję zespołami ludzkimi od bardzo, bardzo wielu lat. Od pierwszego roku studiów przez okres 6 lat studiów medycznych byłam starostą roku. Reprezentowałam Radę Wydziału na spotkaniach z władzami uczelni, jak również organizowałam zajęcia. Mój ojciec zresztą był ekonomistą, dyrektorem wielu przedsiębiorstw budowlanych w Poznaniu, więc można powiedzieć, że odziedziczyłam po nim „bakcyla zarządzania”.