Strona główna WYWIAD WYWIAD EXCLUSIVE Osobowości medycyny: Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow

WYWIAD EXCLUSIVE Osobowości medycyny: Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow

Prof. dr hab. n. med. Maria Siemionow w rozmowie z Redaktor Naczelną dr Magdaleną Szumską opowiada m.in. o przygotowaniach (które trwały ponad 20 lat) do pierwszego w Stanach Zjednoczonych, a czwartego na świecie, prawie całkowitego przeszczepu twarzy, a także o samej operacji, kwalifikacji pacjentów do przeszczepów, życiu pacjentów po przeszczepach, umiejętności zarządzania zespołem. Odpowiada również na pytania, dlaczego na stałe nie mieszka w Polsce, co ją aktualnie fascynuje i jakie będzie jej kolejne osiągnięcie naukowe.

2513
PODZIEL SIĘ

Koordynacja, logistyka, zarządzanie zespołami ludzkimi – Pani tych pojęć używa tak samo często jak medycyna, przeszczep czy klinika. To są dla Pani zwykłe słowa.
Oczywiście, to jest część mojego codziennego życia.

Pani Profesor, fascynujący jest sposób poruszania się po grząskim gruncie, jakim jest bioetyka. Pani bardzo mocno podkreśla, że pacjent musi spełniać szereg warunków, aby móc zakwalifikować go do operacji. Wspomina Pani, że doktor Katrina Bramstedt z Cleveland zawsze szczególną uwagę kładzie na fakt, że to biorca jest maksymalnie odpowiedzialny za przeszczep.
Jak najbardziej. Współpraca z etykiem w naszym zespole była faktycznie bardzo ważna. Może to jest w jakimś sensie mało podkreślane w mediach czy nawet w rozmowach profesjonalnych w medycynie, że odpowiedzialność nie jest tylko po jednej stronie. Z przykrością zauważyłam, że w naszych mediach w Polsce pokazuje się palcem tylko na lekarza!

Najczęściej palec wyciąga operowany pacjent lub jego prawnik.
Oczywiście, i to jest normalne. Zdarzają się różne przykre wypadki, jak sądzę, w 99,5% niezamierzone… Natomiast odpowiedzialność za tego typu operacje jakimi są przeszczepy, jest po obu stronach. Proszę wyobrazić sobie sytuację, że nasza pacjentka po zabiegu przeszczepu nie zażywałaby leków przeciwko odrzutowi! Gdyby nas oszukiwała, nie brałaby leków, ponieważ gorzej się po nich czuła albo bała się powikłań, o których dowiedziała się jeszcze przed operacją: że leki mogą uszkodzić jej wątrobę, nerki, a nawet mogą spowodować wcześniejszą śmierć… W takiej sytuacji przeszczep zostałby odrzucony z powodu niestosowania się pacjenta do zaleceń lekarza.

A Pani pacjentka Connie Culp po dziś dzień przychodzi do Pani dwa razy do roku na badania. Ma niesamowicie silny charakter, jest zdeterminowana i konsekwentna.
Tak, ona sobie dobrze radzi. To ona była właśnie tą wybraną, odpowiedzialną za siebie pacjentką.

W medycynie, również w transplantologii, bardzo duże znaczenie ma pacjent i jego zachowanie po przeszczepie.
Ale gdyby się jednak wydarzyło, to, co z pacjentami, którzy mieli przeszczepy rąk i przestali brać leki, a co za tym idzie, przeszczepy zostałyby odrzucone, to wówczas kto byłby „winien”? Na pewno nikt nie wskaże pacjenta. Opinia publiczna powiedziałaby raczej, że to lekarze „zrobili przeszczep i się nie udał”. Nie twierdzę tutaj, że należy obarczać winą wyłącznie jedną stronę, lecz chcę podkreślić, że należy pamiętać o współodpowiedzialności pacjenta. Zdarzają się błędy medyczne czy niepowodzenia, na które jako lekarze jesteśmy przygotowani. Społeczeństwo powinno zrozumieć również rolę pacjenta w powodzeniu każdej medycznej procedury. Chcę to troszeczkę rozdzielić, żeby nie zawsze było tak, że to lekarze są najgorsi i robią z pacjentami co chcą, prawie ich zabijając! Bo tak z pewnością nie jest.