Strona główna WYWIAD WYWIAD EXCLUSIVE Zarządzający w medycynie: Dr n. med. Maciej Hamankiewicz

WYWIAD EXCLUSIVE Zarządzający w medycynie: Dr n. med. Maciej Hamankiewicz

Dr n. med. Maciej Hamankiewicz podczas wywiadu opowiada m.in. o działalności samorządu lekarskiego, zatrudnianiu lekarzy z innych krajów oraz współpracy Polski z Ukrainą. Porównuje sytuację polskiej służby zdrowia z zagraniczną oraz sposoby zatrudniania lekarzy i lekarzy dentystów. Odpowiada także na pytanie Redaktor Naczelnej, kim jest dobry lekarz i dlaczego powinien być humanistą.

3063
PODZIEL SIĘ

Kiedy to się może stać?
W naszej historii było tak: Teodor Korner, który był jednym z pierwszych prezesów polskiego samorządu lekarskiego, Dolnośląskiej Izby Lekarskiej, w 1867 r., po ośmiu latach funkcjonowania samorządu z bólem serca stwierdził, że większość lekarzy nie wie wcale, o co w tym tworze – samorządzie lekarskim – chodzi. To trwa, zanim samorząd nabierze swoich wartości. U nas w Polsce w obecnych latach jeszcze niewielu lekarzy wie, na czym polega ten samorząd.

Trudno w to uwierzyć, że tak to wygląda z punktu widzenia zawodu lekarza.
Część stoi i narzeka, bo postrzega nas jako jedną z agend rządowych. I trochę tak jest. W dużej mierze pełnimy funkcję samorządową, ale realizujemy również funkcje, które kiedyś wykonywało państwo. Jest to akurat obszar restrykcji administracyjnych, rzeczników odpowiedzialności zawodowej czy sądów lekarskich oraz obowiązki prowadzenia rejestru.

Jak wygląda leczenie na Ukrainie? Faktycznie tamtejsi lekarze nie będą chcieli do nas przyjechać?
Powiem tak: na Ukrainie jest jeszcze stary obyczaj. Tam się leczy z tzw. pocketów, czyli z kieszeni obywatela. Lekarze dostają tam około 120 euro miesięcznie, ale mówią: „nikt u nas poniżej 4 tys. euro nie zarabia”. Poza tym oni nie widzą Ukrainy jako kraju, gdzie jest brud, korupcja i wojna tylko to, że Ukraina jest piękna. Z tym wszystkim da się żyć, tak mówią.


(…) na Ukrainie jest jeszcze stary obyczaj.
Tam się leczy z tzw. pocketów, czyli z kieszeni obywatela


Dokładnie pamiętam jak na jednym z kursów ordynatorzy szpitala opowiadali mi w przerwie, jak szpital walczył u nich z korupcją: zaszył im kieszenie w fartuchach. Po jednym z prań otrzymali swoje nowe stare fartuchy. Bez kieszeni. Zarządzający szpitalem po- wiedzieli mi, że żadne groźby i prośby nie działały i dlatego musieli tak zrobić.
To było bardzo radykalne (śmiech)! Choć w Polsce też musiała zmienić się mentalność.