Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Andrzej Sokołowski – Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Prezes zarządu Centrum Rehabilitacji i Odnowy Biologicznej w Gdyni Orłowie. W 2008 r. uhonorowany tytułem Menedżer Roku w Ochronie Zdrowia. Wiceprzewodniczący Gdańskiej Izby Lekarskiej w III kadencji samorządu. W wywiadzie z Magdaleną Szumską mówi o rozwoju sektora prywatnych usług medycznych, trudnościach systemowych, wymagających pacjentach, rozwoju telemedycyny, a także chwali poprzedni system kształcenia pielęgniarek i gani współczesną politykę.

2406
PODZIEL SIĘ

KOMUNIKACJA Z PACJENTEM
Proszę powiedzieć czy w Pana ocenie dzisiaj nie tylko politycy, ale i lekarze rozumieją, że to pacjenci, a nie oni sami są najważniejsi? W końcu to pacjent płaci za leczenie.
Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Jeżeli pomyślimy logicznie, to najważniejszy nie jest pan prezes, bo on pieniędzy nie przynosi, tylko przynosi je pacjent z różnymi dolegliwościami. A ja, będąc dyrektorem danej placówki, dystrybuuję te pieniądze i w zależności od tego, jak zadowolony był pacjent, taką pensję daję. Upłynie jeszcze dużo czasu, zanim wszyscy lekarze zrozumieją, kto jest najważniejszy: to pacjent, również ten „skrzeczący”.

Lekarze zdają się zapominać, że to właśnie dzięki pacjentom mogą mieć piękny gabinet i personel pomocniczy o wysokich kwalifikacjach.
Niestety zazwyczaj lekarz narzeka, szczególnie w przypadku pacjenta dociekliwego czy problematycznego, a moim zdaniem powinien się cieszyć, że pacjent do niego przychodzi. Jeżeli uzna on, że z pacjentem jest coś nie tak, wówczas trzeba zapewnić mu konsultację psychiatryczną, a nie, jak to często bywa, okazywać arogancję i brak zrozumienia.

Trzeba też umieć w odpowiedni sposób przekazać każdą informację.
Wręcz należy to zrobić. Można takiemu pacjentowi powiedzieć: „coś się z Panem dzieje. Wezwę psychiatrę, porozmawiamy, będzie Pan lepiej spał, lepiej się czuł, zgadza się Pan?”. Do tego trzeba podejść nie tylko w sposób handlowy, ale również bardziej ludzki.

Komunikatywny i psychologiczny. Gdzie lekarz ma szansę się tego nauczyć?
Uczymy tego na zajęciach. W sektorze prywatnym – który szybciej się rozwija – próbujemy to już wprowadzać. Niestety wciąż wielu lekarzy, o czym już wiemy, nie nadaje się do pracy w tym sektorze.

I nie będzie się nadawać, bo odstraszają pacjentów.
Tak. Znam przypadek, w którym szpital zwolnił lekarza tylko dlatego, że pacjenci nie chcieli do niego przychodzić i z nim rozmawiać. Wszystko spowodowane było tym, że pan doktor był arogancki i obcesowy w stosunku do pacjentów. Był świetny zawodowo, ale pacjenci nie chcieli leżeć w tym szpitalu, wobec tego dyrektor go zwolnił.

Z tego wszystkiego wynika, iż uczelnia kształcąca medyków także powinna nauczać podczas zajęć właściwej komunikacji.
Tak, ale nie naucza, gdyż program zajęć nie przewiduje takiej tematyki na uczelni medycznej. Od dawna jestem zdania, że uczelnie powinny podjąć ten krok. W Europie na każdej uczelni medycznej odbywają się takie zajęcia, kończące się egzaminem. U nas panuje przekonanie, że po co się komunikować z pacjentem, przecież to nie od lekarza zależy czy pacjent przyjdzie. Jak go coś zacznie boleć to na pewno się zgłosi, bo nie ma wyjścia. A kto wtedy jest najważniejszy? Pan dyrektor NFZ-etu.

Zamiast chorego pacjenta?
Tak, pacjent w ogóle nie jest potrzebny w tym systemie, bo na niego trzeba wydać pieniądze, które się uzyskało. Najważniejszy jest kontrakt.