Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Andrzej Sokołowski – Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Prezes zarządu Centrum Rehabilitacji i Odnowy Biologicznej w Gdyni Orłowie. W 2008 r. uhonorowany tytułem Menedżer Roku w Ochronie Zdrowia. Wiceprzewodniczący Gdańskiej Izby Lekarskiej w III kadencji samorządu. W wywiadzie z Magdaleną Szumską mówi o rozwoju sektora prywatnych usług medycznych, trudnościach systemowych, wymagających pacjentach, rozwoju telemedycyny, a także chwali poprzedni system kształcenia pielęgniarek i gani współczesną politykę.

1680
PODZIEL SIĘ

Mamy do czynienia z absurdem?
Doprowadziliśmy do absurdu, a właściwie to urzędnicy do niego doprowadzili. Przez to, że jeden człowiek nie znał angielskiego, mamy teraz całą masę błędów. Dawny system kształcenia pielęgniarek powinien pozostać. Był efektywniejszy. Podam przykład: 5-letnią naukę kończyły 18-letnie dziewczyny, które czuły się dobre zawodowo. Gdy pielęgniarka miała 30 lat, jej staż pracy wynosił 12 lat. Jest to kolosalna różnica w doświadczeniu.
Pielęgniarki bardzo często skarżą się, że system wymaga od nich rzeczy, które nie powinny leżeć w ich kompetencjach.
Pielęgniarka powinna być od zajęć pielęgniarskich. Tymczasem opieka nad pacjentem w sensie mycia i innych czynności nie jest już pracą pielęgniarską. Za granicą zajmuje się tym inny dział personelu. U nas z powodu oszczędności pielęgniarki są zmuszone również do takich prac. O ile dawniej robiły to bez protestów, to dzisiaj „pani magister” basen poda niechętnie. Do szpitala najlepiej zabrać własną paczkę pampersów. Znaleźliśmy się „w krzakach”, z których musimy jakoś wybrnąć, aby poprawić ten system.

Spotkał się Pan z sytuacją, kiedy pielęgniarka nie chciała wykonać poleceń?
Posiadając dawniej jedną z większych praktyk lekarskich w Trójmieście, miałem przyjemność pracować jedynie ze wspaniałymi pielęgniarkami. Jako lekarz-internista miałem prywatny gabinet. Pielęgniarki, które ze mną pracowały, były moimi oczami i uszami. To było świetne, a one były zaraz po szkole zawodowej. Do dziś z przyjemnością to wspominam.

To były inne czasy prawda?
Zgadza się. Moje pielęgniarki jeździły po mieście do pacjentów. Kiedy jedna z nich dzwoniła do mnie mówiąc: „przyjedź, bo coś się dzieje, pacjent inaczej wygląda”, wtedy wiedziałem, że na pewno coś się dzieje, wyskakiwałem wówczas w piżamie i biegiem do pacjenta.

Bo wiedział Pan, że jeżeli to ona mówi, to trzeba interweniować.
Jeśli mojej pielęgniarce coś się nie podobało, to na pewno coś było nie tak. Kiedy mówiła „wszystko jest w porządku” – to zawsze było dobrze. Dzisiaj do domu pacjenta magistra bym nie posłał, chyba że z fakturą.

Można powiedzieć, że miał Pan szczęście do personelu pomocniczego. Czy obecnie również współpracuje Pan z ciekawymi ludźmi?
Tak, mamy u nas bardzo wielu ciekawych ludzi. Dla przykładu wymienię chociażby Romualda Cichonia, członka naszego Stowarzyszenia; mało brakowało, a byśmy zbudowali wspólnie szpital w Trójmieście.

Czym zajmuje się Pan w wolnym czasie? Ma Pan jakieś hobby?
Jestem kapitanem jachtowym, lubię spędzić weekendy pływając. Prawdziwych wrażeń dostarcza mi żegluga zagraniczna.

Dziękuję serdecznie za wywiad.
Dziękuję bardzo.

Dziękujemy Hotelowi Kuracyjnemu w Gdyni
za udostępnienie miejsca do przeprowadzenia wywiadu.