Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Zarządzający w medycynie: Andrzej Sokołowski, Siła głosu prywatnych szpitali

Andrzej Sokołowski – Prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych. Prezes zarządu Centrum Rehabilitacji i Odnowy Biologicznej w Gdyni Orłowie. W 2008 r. uhonorowany tytułem Menedżer Roku w Ochronie Zdrowia. Wiceprzewodniczący Gdańskiej Izby Lekarskiej w III kadencji samorządu. W wywiadzie z Magdaleną Szumską mówi o rozwoju sektora prywatnych usług medycznych, trudnościach systemowych, wymagających pacjentach, rozwoju telemedycyny, a także chwali poprzedni system kształcenia pielęgniarek i gani współczesną politykę.

1680
PODZIEL SIĘ

Turecka medycyna może być dla nas wzorem?
Erdoğan – premier Turcji, który objął władzę kilkanaście lat temu, postawił na dwie rzeczy. Po pierwsze na oświatę, w którą włożył pieniądze, wprowadzając naukę języków, sprowadzając zagranicznych wykładowców na uczelnie, dając dobre płace nauczycielom itd. A druga rzecz to ochrona zdrowia. I proszę sobie wyobrazić, że minęło 15 lat i Turcja dysponuje szpitalami, jakich w Polsce jeszcze długo nie będzie. 58 szpitali w Turcji ma najdroższy i najważniejszy certyfikat medyczny Joint Commission. Zrobienie takiego certyfikatu kosztuje około 150 tysięcy dolarów i Erdoğan z budżetu państwa zwracał tę sumę szpitalom, które certyfikat uzyskały – przypomnę, że zrobiło go 58 szpitali, to jest potęga. W Polsce żaden go nie ma, ani jeden! I teraz, kiedy na medycznych salonach europejskich spotykam torakochirurga z Turcji, który daje mi swoją wizytówkę, na której jest złote kółko Joint Commission, to on nie musi mówić czy ma dobry szpital. On ma szpital, który przeszedł certyfikację Joint Commission, czyli to musi być superszpital. A nasz rektor i właściciel szpitala akademickiego może tylko pojechać, przywieźć ze sobą album i pokazywać, jaki piękny ma szpital, ale nie powie, jakie naprawdę jest bezpieczeństwo pacjenta. Bo piękne zdjęcia można zrobić w dowolnym szpitalu wojewódzkim, a pacjentka, która jest operowana, obsługiwana przez jednego anestezjologa na trzy sale operacyjne, może się w pewnym momencie nie wybudzić i nikt tego nie zauważy. Gdyby była tam certyfikacja Joint Commission, to pierwszy kontrolujący wyłapałby, że jest więcej godzin zabiegów trwających, niż godzin zatrudnienia anestezjologów. To znaczy, że ten sam anestezjolog musi być na dwóch salach, nie ma innej możliwości, to wynika z matematyki. I po to jest ta certyfikacja, po to się wypełnia te kwity i sprawdza się, jakie jest bezpieczeństwo pacjenta.

Co trzeba zrobić, żeby rozwinąć w Polsce turystykę medyczną?
Pierwszym krokiem powinno być otwarcie się na certyfikację CMJ, żeby wprowadzić szpitalne standardy. Po drugie powinno się gratyfikować szpitale, które podjęły trud certyfikacji. One powinny być kontraktowane jako pierwsze. Trzecim krokiem powinno być wprowadzenie standardów światowych, czyli dodatkowych standardów, refundowanych przez państwo i tworzenie systemu dla turystyki medycznej. Przyzwyczajenie świata, że polski standard jakości jest zbliżony i daje to samo co światowy, że mamy szpitale ze standardem Joint Commission. Trzeba „zadziałać projakościowo”, a u nas się tylko „mówi projakościowo”.

Co jeszcze?
Dalej potrzebna byłaby dyrektywa o transgranicznej ochronie zdrowotnej, otwierająca nasze szpitale na pacjentów z 26 krajów unijnych. Wtedy jeżeli przykładowo Portugalczyk pyta czy w Polsce można wykonać zabieg ortopedyczny wymiany kolana, to powinien otrzymać listę wszystkich publicznych i prywatnych ośrodków. Kolejnym krokiem jest utworzenie krajowej organizacji turystycznej, która będzie współpracowała z operatorem narodowym.

Czyli brakuje całościowej oferty dla turystów medycznych. Ośrodek, którym Pan zarządza, ma dużo gości m.in. z Norwegii.
Mam dużo gości z Norwegii, a nie robiłem wielkiej reklamy, zadziałał wyłącznie marketing szeptany. Kiedyś przyjechała para. Pan miał 65 lat, a Pani 35. On przyjechał na rehabilitację, z której był bardzo zadowolony, pytał czy mamy kosmetykę, aby żona również mogła skorzystać z naszych usług. Niestety wtedy jeszcze nie mieliśmy, ale w następnym roku mieliśmy już wszystko. Przyjechali ponownie, byli zachwyceni, żona spędzała całe dnie u kosmetyczki, za każdym razem wychodziła z torbą kosmetyków, a pan za wszystko płacił. W następnym półroczu przylecieli z dużą grupą, nasz adres przekazywali dalej swoim znajomym.

Jak obecnie wygląda sytuacja turystyki medycznej w Polsce?
Ostatnio zadzwoniła do mnie dziennikarka, która usłyszała od jednego z posłów, że w Polsce jest doskonale, że prawie 200 milionów euro wpływa do Polski z tytułu turystyki medycznej. Mówię, że chyba z jakiejś sanatoryjnej. Trochę Niemców przyjeżdża do Kołobrzegu, bo mają blisko, taniej. Trochę na południe Polski, bo jest ładny teren.