Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: dr n. med. Jerzy Kolasiński

Zarządzający w medycynie: dr n. med. Jerzy Kolasiński

Dr n. med. Jerzy Kolasiński – specjalista chirurg, założyciel, właściciel i dyrektor Kliniki Kolasiński – Hair Clinic Poznań. W roku 2013 został uhonorowany tytułem Fellow of The International Society of Hair Restoration Surgery przyznawanym najlepszym chirurgom wykonującym zabiegi przeszczepu włosów. Członek Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej, Międzynarodowego Stowarzyszenie Trychologii Estetycznej, American Academy of Cosmetic Surgery oraz International Society of Aesthetic Plastic Surgery. Pasjonat szybownictwa, wielokrotny reprezentant Polski i członek kadry narodowej. W 2000 r. zdobył tytuł Mistrza Polski w Szybownictwie, trzykrotny wicemistrz Polski. Wciąż próbuje pobić rekord Polski, jako jedyny przeleciał najdłuższy, rekordowy trójkąt o długości 1114 km. Jego receptą na sukces zarówno w życiu, jak i w sporcie jest wiara w siebie i konsekwentność w działaniu.

2054
PODZIEL SIĘ

kolasinski2

Bo Państwo dbają również o stronę psychologiczną pacjenta.
To jest oczywiste. W swojej codziennej praktyce współpracujemy z psychologami i w uzasadnionych przypadkach korzystamy z ich wiedzy. Jednocześnie chirurg po tylu latach pracy, po spotkaniach z tysiącami pacjentów może śmiało powiedzieć, że jest po części psychologiem i wie jak z pacjentem rozmawiać. Podkreślić należy, że chirurgia estetyczna różni się od innych działów chirurgii sposobem wyartykułowania wskazań. Tu bowiem opieramy się w dużym stopniu na tym, czego pacjent oczekuje, co mu przeszkadza, natomiast to wszystko jest przefiltrowane przez naszą wiedzę. Bo pewne oczekiwania mogą się mieścić w ramach zdrowego rozsądku, a niektóre mogą go przekraczać. Oczywiście te przesadne zdarzają się bardzo rzadko i niepotrzebnie są w mediach wyolbrzymiane. Motywacja pacjentów, nawet w pobieżnej ocenie uzasadniona, musi przejść przez „sito” wiedzy lekarskiej. Dlatego chirurg pełni rolę arbitra, bowiem to on ponosi odpowiedzialność za powodzenie leczenia. Nie może się podejmować rzeczy, które uważa za niewłaściwe. Niemniej najczęściej jest tak, że wspólnie dochodzimy do konkluzji, iż „ten problem jest istotny” i dopiero następnym etapem jest wybór najlepszego sposobu jego rozwiązania.

Dba Pan o to, aby pacjenci jednak zauważyli w pierwszej linii medyczną stronę medycyny estetycznej?
Medyczną stronę chirurgii. Nie należy mylić pojęć medycyny estetycznej z chirurgią. Szczerze mówiąc jestem pionierem medycyny estetycznej w naszym kraju. Wiele lat temu jako jeden z pierwszych stosowałem Botox w korekcji zmarszczek mimicznych. Oczywiście było inaczej niż dziś, wówczas tego rodzaju procedury stosowało się z dużą ostrożnością. Dziś toksyna botulinowa „leje się strumieniami”, przynosząc nie tylko radość szerokiej rzeszy pacjentów, ale i duży profit jej producentom.

Bardzo dużymi strumieniami.
Jak najbardziej. Sukces toksyny botulionowej wiąże się ze spektakularnymi efektami przy stosunkowo niewielkim ryzyku podania. A co do stosowania innych technik małoinwazyjnych, będących dziś domeną medycyny estetycznej, to pozwolę sobie przypomnieć, że również jako jeden z pierwszych stosowałem kwas hialuronowy w korekcji zmarszczek, podczas gdy większość lekarzy w naszym kraju stosowała jeszcze kolagen. Uczestnicząc w licznych kongresach American Academy of Cosmetic Surgery i European Academy of Cosmetic Surgery poznawałem współczesne techniki korekcji twarzy i przenosiłem je na grunt polski. To dzięki rozwijającej się medycynie estetycznej zakres operacji stosowanych przez chirurgów zmienił swoje oblicze. Stały się one równie skuteczne jak rozległe korekcje obarczone większym ryzykiem powikłań. To w latach 90. ubiegłego wieku wykuwała się zasada less is more („mniej to więcej” – przyp. red.). Aktywnie w tych przemianach uczestniczyłem.

kolasinski3

Bardzo często jest tak, że lekarz jest zapraszany na jeden krótki kurs z zakresu medycyny estetycznej i zaraz po nim przystępuje do korygowania ludzkiej twarzy.
Nie chciałbym robić nikomu przykrości, ale każdy powinien wiedzieć czy zajmuje się bardzo trudną dziedziną, czy nie. Chylę czoła przed neurochirurgami, zginam nisko kolana przed kardiochirurgami i zdaję sobie sprawę, że ranga ich działań jest ogromna i dużo większa niż chirurgii estetycznej. Patrząc w drugą stronę trzeba przyznać, że medycyna estetyczna ma jeszcze lżejszy kaliber. Wymaga jednak, poza wiedzą medyczną, także dobrego zmysłu estetycznego. Prostym testem na jego sprawdzenie jest prośba, by lekarz aspirujący do korygowania ludzkiej twarzy spróbował ją narysować. Łatwo wówczas przekonamy się o zmyśle artystycznym naszego „estetycznego terapeuty”.