Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: dr n. med. Jerzy Kolasiński

Zarządzający w medycynie: dr n. med. Jerzy Kolasiński

Dr n. med. Jerzy Kolasiński – specjalista chirurg, założyciel, właściciel i dyrektor Kliniki Kolasiński – Hair Clinic Poznań. W roku 2013 został uhonorowany tytułem Fellow of The International Society of Hair Restoration Surgery przyznawanym najlepszym chirurgom wykonującym zabiegi przeszczepu włosów. Członek Polskiego Towarzystwa Chirurgii Plastycznej, Rekonstrukcyjnej i Estetycznej, Międzynarodowego Stowarzyszenie Trychologii Estetycznej, American Academy of Cosmetic Surgery oraz International Society of Aesthetic Plastic Surgery. Pasjonat szybownictwa, wielokrotny reprezentant Polski i członek kadry narodowej. W 2000 r. zdobył tytuł Mistrza Polski w Szybownictwie, trzykrotny wicemistrz Polski. Wciąż próbuje pobić rekord Polski, jako jedyny przeleciał najdłuższy, rekordowy trójkąt o długości 1114 km. Jego receptą na sukces zarówno w życiu, jak i w sporcie jest wiara w siebie i konsekwentność w działaniu.

1900
PODZIEL SIĘ

Kiedy młody lekarz po stażu przynosi Panu CV albo próbuje pytać Pana, czy mógłby u Państwa pracować, odpowiada Pan: „chętnie, ale zapraszam na rozmowę za dwadzieścia lat”, bo nie ma miejsc?
Najbardziej zaskakujące jest dla mnie to, że młodzi lekarze nie przychodzą, nie mówią: „chcę u Pana pracować”, nie chcą podjąć wyzwania. Kiedy ja byłem młodym lekarzem, właściwie absolwentem, poszedłem do profesora Jana Fibaka i tak właśnie powiedziałem: „chcę tutaj u Pana pracować”. Profesor Fibak wtedy odpowiedział: „no tak, ale ja Panu miejsca stażowego nie zapewnię” (wtedy problemem było miejsce stażowe). Na co ja odpowiedziałem, że z tym nie ma problemu, ponieważ byłem jednym z najlepszych studentów, laureatem medalu „Primus Inter Pares”. Nie wiem, co teraz dzieje się w czasie studiów z młodymi ludźmi, co powoduje, że kiedy skończą studia, ich zapał wielokrotnie „siada”. Kiedy lekarz już dostanie pracę w szpitalu, to nie zostaje tam długo. Nie chcę generalizować, ale z mojego punktu widzenia nie ma wśród lekarzy kolejek do pracy, nie ma lekarzy, którzy chcieliby przyjść, ciężko pracować, czytać, pisać artykuły. Wracając do Pani pytania – nie powiem komuś „proszę przyjść za dwadzieścia lat”, ale głęboko przeanalizuję, jaki potencjał ma ten młody człowiek, a potem zastosuję parę prostych testów, które pokażą, czy ta osoba lubi pracować, czy lubi ludzi, czy lubi ten zawód. To widać od razu.

Pan lubi ludzi?
Bardzo lubię (uśmiech).

Coraz więcej mężczyzn-pacjentów przychodzi do Pana Kliniki?
Jesteśmy specyficzną kliniką, bo robimy przeszczepy włosów. Stąd mężczyźni stanowią około połowę naszych pacjentów.

Uważam, że kliniki takie jak Pańska mają przed sobą bardzo świetlaną przyszłość dlatego, że medycyna zaczyna współpracować ze sobą wzajemnie, przykładowo w tej chwili około 70–75% pacjentów przychodzących do gabinetów dentystycznych, to już nie pacjenci z dolegliwościami, ale pacjenci estetyczni.
To dobrze, bo w takim podejściu jest sporo nowoczesnego myślenia. Ładne zęby to najczęściej zdrowe zęby. Należy jednak pamiętać o innych statystykach, mówiących że w Polsce blisko 90% dzieci w wieku szkolnym ma próchnicę. Może więc warto wrócić do wzorców sprzed lat i przywrócić dzieciom opiekę dentystyczną w szkołach. To też prewencja, której owoce będziemy zbierać przez wiele lat. Warto o tym pomyśleć.

kolasinski6

Skupiamy się na pięknej prewencji, zdrowej przede wszystkim. Pan potrafi oddzielać czas prywatny od tego zadaniowego w klinice, mimo że Pan pracuje w tej klinice… jak w domu. Traktuje Pan firmę jak dom i w dodatku siebie jak wolnego ptaka (śmiech). Pan lata?
Trudno to rozdzielić, chociaż zawsze dzięki skrzydłom mogę ulotnić się na chwilę od medycyny, ale to ma swoje prawa. Jest czas na przyjemności i czas pracy, staram się to tłumaczyć młodym ludziom: pracujmy dobrze, żeby później dobrze wypoczywać, bo kiedy słabo pracujemy, to słabo wypoczywamy. Oczywiście dla mnie wypoczynek jest wypoczynkiem aktywnym, latanie trochę się zazębia z pracą, bo w końcu team nosi nazwę Gilding Team Klinika Kolasiński. Natomiast kiedy pracuję, to nie latam; chociaż czasami jak latam, jestem na lotnisku, muszę odbierać telefony, ingerować czy odpowiadać pacjentom. To są dwa główne nurty mojego życia, nie umniejszając roli Rodziny przez duże „R”. Natomiast latanie nie jest ot „takie sobie” – to latanie wyczynowe, gdzie mamy zadanie, ustawiamy sobie cel, często z pozoru nieosiągalny i robimy wszystko, żeby go osiągnąć, a przede wszystkim uczymy się znosić porażki. Sport uczy stałego podnoszenia się z kolan, ja mogę ponieść porażkę, ale już na drugi dzień resetuję mózg i porażkę traktuję jako stopień do podparcia się, żeby pójść do przodu, to jest typowe dla sportu wyczynowego. Akurat szybownictwo ma ten fantastyczny aspekt, że uprawiam sport, w którym my Polacy jesteśmy najlepsi na świecie. Będąc w gronie najlepszych pilotów w Polsce mam świadomość współzawodniczenia z najlepszymi asami szybownictwa światowego. To miłe i budujące.