Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Od 16 lat dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy. Specjalista II stopnia w dziedzinie chirurgii ogólnej. W 1998 roku pełnił funkcję Dyrektora Wydziału Zdrowia UW w Kaliszu. Współorganizował funkcjonowanie pionu pulmonologicznego na terenie województwa wielkopolskiego. Inicjator i twórca programu profilaktyki schorzeń układu oddechowego z wykorzystaniem ambulansu rentgenowskiego.

492
PODZIEL SIĘ

Artykuł ukazał się w Medical Maestro Magazine, Vol. 7, s./p. 889-1036

Magdalena Szumska: Co sprawiło, że został Pan dyrektorem szpitala, który zajmuje się opieką zdrowotną płuc i gruźlicy? Przecież jest Pan chirurgiem.
Sławomir Wysocki: Bardzo często przypadek decyduje o życiu i dalszych losach człowieka. Zaczęło się to w 1998 roku, kiedy był wakat na stanowisko dyrektora wydziału zdrowia Urzędu Wojewódzkiego w Kaliszu. Tak naprawdę nie bardzo kto miał objąć to stanowisko i w związku z tym dostałem propozycję, żeby złożyć papiery na konkurs. Wygrałem. Miało to być krótkie doświadczenie z administracją i oczywiście, powrót na macierzysty oddział, ale stało się  inaczej. Tuż przed reformą szpital nie miał dyrektora, był wolny wakat. Wojewoda kaliski zaproponował mi objęcie tej funkcji, przekonywał mnie do tego także mój kolega, dyrektor jednego ze szpitali. Broniłem się, mówiłem: „Wracam na chirurgię”. Wiedziałem, że ten szpital po względem administracyjnym i infrastruktury jest jednym z gorszych w województwie wielkopolskim. Minęło prawie 17 lat, od kiedy zostałem dyrektorem tego szpitala, ale cały czas jestem czynnym chirurgiem. I to jest świetne, że mogę połączyć jedno z drugim. Natomiast gdyby jeszcze przed objęciem pierwszego stanowiska administracyjnego, pół roku czy nawet rok wcześniej, ktoś mi powiedział, że „wejdę w papiery”, wówczas bym go wyśmiał (śmiech). Tak naprawdę moim celem i powołaniem był stół. Ale nie żałuję, bo myślę, że w jakimś sensie czuję się spełniony, robię to co lubię. Z jednej strony zarządzanie, a z drugiej czynna operatywa.

Czyli jest Pan i dyrektorem, i chirurgiem operatorem; lubi Pan jedno i drugie?
Ubóstwiam (śmiech).

Co było dla Pana największym wstrząsem w momencie przejścia ze świata leczenia do świata zarządzania i olbrzymiej biurokracji?
To są zupełnie inne światy. Inna praca, inny zakres wiedzy i odpowiedzialności. Dzięki wcześniejszej 9-letniej pracy w związkach zawodowych nauczyłem się pewnych zasad, podstaw administracji i ekonomii.

Jeszcze przed powołaniem?
Tak, i największym zaskoczeniem było dla mnie to, że wydawało mi się, że gdybym miał możliwości decyzyjne, mógłbym przewrócić wszystko do góry nogami. A tu nagle pomimo wysokiego stanowiska nie bardzo można było cokolwiek zrobić, bo wszystkie decyzje były podejmowane odgórnie w Warszawie. Środki finansowe przyznane były takie, a nie inne. Najgorsza była niemoc, z którą nie mogłem sobie do końca poradzić. Było to z jednej strony rozczarowanie, a z drugiej wyzwanie, żeby w tym marazmie i wyznaczonych ramach coś jednak zrobić. Nie stracić żadnej poradni, przychodni, żadnego szpitala, żeby wszystkie przygotować do reformy tak, aby po jej wdrożeniu normalnie funkcjonowały. Miałem wtedy cudowny zespół ludzi, świetnie się dogadywaliśmy, a pracowaliśmy tylko w 6 osób. Największą satysfakcją było to, że po pół roku od likwidacji województwa kaliskiego, była rutynowa kontrola NIK w Urzedzie Wojewódzkim, podczas której nie było żadnych uwag do pracy Wydziału Zdrowia.

Sławomir Wysocki

Naprawdę gratuluję, wiedząc jaka była sytuacja w tamtych czasach. Przed wywiadem wspominał Pan, że ten szpital to Pana kolejne dziecko.
Tak. Nie zapomnę pierwszego dnia; to było 2 stycznia 1999 roku. Przyjechałem do pracy zdając sobie sprawę, że ten szpital wymaga pewnych reorganizacji i renowacji. Gdy wszedłem, żeby obejrzeć dobytek, którym mam zarządzać, miałem ochotę się spakować, wziąć teczkę i powiedzieć: „nie, dziękuję, ale wysiadam z tego wózka”… To, co zastałem, przeszło moje wszelkie oczekiwania.