Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Od 16 lat dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy. Specjalista II stopnia w dziedzinie chirurgii ogólnej. W 1998 roku pełnił funkcję Dyrektora Wydziału Zdrowia UW w Kaliszu. Współorganizował funkcjonowanie pionu pulmonologicznego na terenie województwa wielkopolskiego. Inicjator i twórca programu profilaktyki schorzeń układu oddechowego z wykorzystaniem ambulansu rentgenowskiego.

1309
PODZIEL SIĘ

Jest Pan niesamowitym zwolennikiem profilaktyki zdrowia.
Jak najbardziej. Jestem uczniem profesora Sapińskiego, który był prekursorem profilaktyki zdrowotnej i promocji zdrowia w Polsce. Miałem okazję z nim współpracować i uważam, że profilaktyka to podstawa. W Australii były lata, gdzie istniał niesamowity nawał czerniaków. Leczenie kosztowało około 100 mln dolarów australijskich rocznie, poświęcono 25 mln na profilaktykę, edukację, na to, żeby ludzie sami się zgłaszali. I co się okazuje – po 3 latach liczba zachorowań spadła aż o 90%, a koszty leczenia o 75 mln. Czyli 25 mln zainwestowanych, a 75 zwrotu. Wszyscy na zachodzie wiedzą, że każdy dolar czy euro zainwestowane w profilaktykę to 5 euro zysków w przyszłości. Pomijam względy czysto ludzkie, ekonomiczne, społeczne, rodzinne. Ile istnień by się uratowało! Bo człowiek zamiast chorować czy umrzeć może przecież pracować i żyć.

Czy w Polsce włodarze systemowi, ci, którzy tak naprawdę decydują o strumieniach finansowania, zauważyli, że profilaktyka i myślenie na więcej niż rok czy trzy lata do przodu przynosi zyski?
Nie, jeszcze do tego nie dorośliśmy. Natomiast miałem okazję zobaczyć tę niby krótką ścieżkę onkologiczną, którą zaproponował pan minister Arłukowicz. Moim zdaniem to nie zda egzaminu w takiej formie i obawiam się, żeby to nie była wydłużona ścieżka. Takie jest moje zdanie na ten temat, ale czas pokaże jak będzie w praktyce. Na razie Ministerstwo Zdrowia na przestrzeni lat stworzyło więcej „bubli”, niż faktycznie rozwiązało problemów.

Może było to spowodowane lobbingiem? Myślę, że jest dużo więcej pacjentów nowotworowych i organizacji niż przy innych jednostkach chorobowych.
Ale to trzeba zrobić! Znaczną część chorych onkologicznych leczę z własnych środków, a wczesne wykrywanie i leczenie nowotworów powinno być priorytetem. Powinny być programy wczesnego wykrywania, środki na leczenie i prosta zasada – za pacjentem idą odpowiednie środki finansowe, wtedy żaden program, który ma skrócić ścieżkę nie będzie potrzebny. A kiedy się go przeanalizuje, to jest on na pewno zbiurokratyzowany, komplikuje życie tym, którzy powinni leczyć i w tej chwili widać, że ma luki, oraz, że jest wiele pytań na które osoby realizujące go nie znają odpowiedzi. Myślę, że ogranicza również możliwości leczenia części ośrodków, które do tej pory to czyniły.

Czyli jednak skorzystały na tym głównie wysokospecjalistyczne, ale większe ośrodki?
Najważniejsze żeby skorzystał pacjent, a świadczeniodawca miał zapłacone tyle, aby w spokoju mógł realizować te świadczenia. Co do tego mam poważne obawy, chciałbym się mylić, wtedy pochylę głowę i zwrócę honor Panu Ministrowi. Oczywiście jeśli tak by się stało, to duże ośrodki skorzystają.

Szpitale onkologiczne bardzo cieszą się z tych zmian. Mają lepiej płacone.
Niech mają, od tego są. Ale czy pacjent będzie miał lepiej? Były takie zakusy, żeby przyjąć ode mnie chemię i aby była realizowana tylko w Poznaniu. Rodzi się pytanie, czy te ośrodki byłyby na tyle wydolne, że nie byłoby jeszcze dłuższych kolejek? I gdzie w tym wszystkim jest pacjent, który musiałby systematycznie jeździć 140 km na leczenie. Nie zapominajmy, że wielu pacjentów bardzo źle znosi leczenie chemią i taka podróż byłaby dodatkowa udręką.