Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Zarządzający w medycynie: lek. med. Sławomir Wysocki

Od 16 lat dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej Chorób Płuc i Gruźlicy w Wolicy. Specjalista II stopnia w dziedzinie chirurgii ogólnej. W 1998 roku pełnił funkcję Dyrektora Wydziału Zdrowia UW w Kaliszu. Współorganizował funkcjonowanie pionu pulmonologicznego na terenie województwa wielkopolskiego. Inicjator i twórca programu profilaktyki schorzeń układu oddechowego z wykorzystaniem ambulansu rentgenowskiego.

1309
PODZIEL SIĘ

Bycie tym pierwszym nie bywa zwykle proste.
Tak. Było to tym bardziej trudne, ponieważ jako dyrektor byłem zatrudniony na umowie kontraktowej. Próbowano mnie zmusić, żebym przeszedł na umowę kodeksową, na co nie chciałem się zgodzić. Stwierdziłem, że podpisałem umowę z wojewodą, czyli przedstawicielem rządu, co zobowiązuje. Ta sprawa trafiła nawet do sądu, więc jakikolwiek błąd byłby od razu argumentem przemawiającym za tym, żeby mnie odwołano. Stąpałem po bardzo cienkiej linii, a jednocześnie szliśmy konsekwentnie do przodu. Potem okazało się, że droga, którą obraliśmy, przynosi efekty i zaczęła być wzorem dla innych szpitali.

Pamiętam, że pod koniec lat 90. na uczelniach nadal mówiło się o outsourcingu jako o zupełnie nowym w zakresie zarządzania usługami publicznymi, w tym również jednostkami ochrony zdrowia. Ten pomysł wywołał wiele burz w społeczeństwie i mnóstwo kontrowersji wśród zarządzających. Jeszcze w pierwszych latach XXI w. bardzo wielu dyrektorów w polskich szpitalach mówiło: „Nie, absolutnie outsourcing nie ma racji bytu, to się na pewno nie sprawdzi”. Kiedy Pan zaczął outsourcingować te usługi?
W 1999 roku, czyli w pierwszym roku swojej działalności. Nie wiedziałem, w jakim przedziale czasu uda mi się zrealizować wszystko, co zamierzałem. W swoim opracowaniu wyliczyłem, że minimum tego, co powinniśmy zaoszczędzić w pierwszym roku reformy, to 400-750 tysięcy. Skończyliśmy rok z 450 tysiącami na plusie.

Jak było rok wcześniej?
Zanim objąłem szpital, to było około 10 mln złotych na minusie (uśmiech).

Czy jest coś, co zawdzięcza Pan byłym dyrektorom?
Oczywiście, że tak. Ja nie neguję ich pracy – to były zupełnie inne realia. Nie można porównywać zarządzania budżetowego z tym, co stało się po 1999 roku. To, że szpital powiększał zakres usług i przestał być jedynie szpitalem przeciwgruźliczym, to było udziałem moich poprzedników. Każdy z dyrektorów ma tutaj swoją cegiełkę i trwałe miejsce w historii.

W ubiegłym roku Szpital w Wolicy obchodził 60-lecie. Może Pan wymienić kilka przełomowych kamieni, które położył Pan w historii tego szpitala?
W tej chwili wszystkie pomieszczenia są wyremontowane, przez co mamy zgodność z wymogami sanitarno-technicznymi i unijnymi. Przede wszystkim kładziemy nacisk na pomieszczenia medyczne, bo te są najważniejsze. Aczkolwiek szpital nie ma jeszcze w tej chwili odpowiedniej elewacji i wygląda jak smaczny cukierek w bardzo brzydkim opakowaniu. Ale najważniejsze jest to, co jest wewnątrz i jakie warunki mają pacjenci. Rozwinęliśmy zakres świadczonych procedur medycznych i dalej rozwijamy się w tym zakresie. Jak już wspominałem powstał nowy oddział i nowe komórki. Usprawniliśmy diagnostykę, dzięki czemu znacznie skrócił się średni czas pobytu w szpitalu.