Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: Lek. stom. Leszek Dudziński

Zarządzający w medycynie: Lek. stom. Leszek Dudziński

2263
PODZIEL SIĘ

Rozumiem, że jest Pan zwolennikiem współfinansowania świadczeń przez samych beneficjentów, czyli przez pacjentów?
Przyglądając się temu, co dzieje się w Europie, można na przykład zwiększyć opodatkowanie mieszkańców Polski poprzez zwiększenie im składki na świadczenia zdrowotne. I poprzez taką zwiększoną składkę próbować finansować te świadczenia, które są niezbędne. Natomiast uważam, że gdybyśmy wprowadzili częściową odpłatność lub dodatkowe ubezpieczenia, to świadomość Polaków byłaby trochę inna, a nie jest. Cały system ubezpieczeń powinien spowodować jedno istotne w skutkach zjawisko: to ja, jako osoba świadoma, skoro płacę składkę, to biorę również odpowiedzialność za to, jak wygląda moje zdrowie. Przedstawię to na krótkim przykładzie: decyduję się na to, żeby pić wódkę codziennie, ale konsekwencje wynikające z tego, że nadużywam alkoholu są również po mojej stronie. A w tej chwili w Polsce jest jednak inaczej. To, że nadużywam alkoholu nie ma znaczenia, bo państwo i tak wszystko mi zapewni, głównie dlatego, że koszyk świadczeń gwarantowanych jest niezwykle duży. Ja jestem zwolennikiem tego, żeby pacjent świadomie odpowiadał za to, że przykładowo nie myje zębów i ma więcej ubytków. Powinien wobec tego pokryć w znaczącej części koszta pewnych świadczeń. Tak to mniej więcej powinno się przekładać; z punktu widzenia ekonomicznego jest to niewątpliwie uzasadnione.

Czyli pacjent powinien współfinansować swoje leczenie, gdy nie korzysta z profilaktyki? Albo któreś z badań przesiewowych wykaże, że źle dba o swoje zdrowie, że bezpośrednio wpłynął na ryzyko wystąpienia określonych chorób? A może jest Pan za tym, by pacjent był zobowiązany do zapłaty wyłącznie jakiejś drobnej kwoty, np. 10 euro raz na kwartał, a pozostałe koszty, podobnie jak w systemie niemieckim, niech pokryje państwo?
Zarówno jedno, jak i drugie rozwiązanie ma swoich zwolenników i przeciwników. Oczywiście trwają różnego rodzaju symulacje. Na przykład Czesi wprowadzili odpłatność za wystawioną receptę i nie przyniosło to specjalnej poprawy wyników w systemie. My w tamtym czasie, kiedy wprowadzaliśmy ubezpieczenia, rozmawialiśmy o tym, że będziemy ten system ubezpieczeń cały czas rozwijać. Jednakże doszliśmy do takiego etapu, że będąc w roku 2014 mamy ministra zdrowia, który decyduje o wszystkim, i tak naprawdę poprzez decyzje administracyjne może wpływać na to, co dzieje się w systemie. I nawet jeśli napiszę najlepszy projekt, nazwijmy to „antykolejkowy”, to on nie wejdzie w życie, ponieważ nie jest rozwiązaniem systemowym. A jeszcze do tego w momencie, kiedy brakuje pieniędzy na wszystko, na każdym poziomie, od POZ po szpitale, to takie rozwiązania, bez wskazania dodatkowego źródła finansowania, są z góry skazane na niepowodzenie. Jest to pewnego rodzaju oszustwo w stosunku do polskich pacjentów. Dlatego, według mnie, trzeba powiedzieć wprost: jeżeli robimy priorytet, np. leczenie chorób onkologicznych, i na to przeznaczymy 5 miliardów złotych, to w zamian czegoś w systemie nie będzie. Pokażmy więc, czego nie będzie albo skąd wziąć tyle pieniędzy na uzupełnienie potrzeb onkologicznych. Można to rozbudowywać poprzez alternatywne ubezpieczenia. Myślę, że byłoby wielu takich Polaków, którzy zdecydowaliby się dodatkowo zapłacić, nawet poza systemem powszechnego ubezpieczenia, aby czuć się bezpiecznym w systemie onkologicznym albo mieć możliwość skrócenia kolejki za pieniądze. Niestety, takie działanie mogłoby być odebrane jako ukierunkowane na tych, którzy mają pieniądze i są bogaci. Aczkolwiek, gdyby przeciętny Polak odmówił sobie nałogów niszczących zdrowie i odkładał kwotę co miesiąc, jaką na te nałogi przeznacza, to uzbierałby już kwotę składki, za którą płacąc systematycznie można sobie pewien prywatny system zbudować.


Ja jestem zwolennikiem tego, żeby pacjent świadomie odpowiadał za to,
że przykładowo nie myje zębów i ma więcej ubytków.
Powinien wobec tego pokryć w znaczącej części
koszta pewnych świadczeń


Sądzę, że to wszystko, o czym Pan mówi, trzeba również budować na poziomie samorządowym, czyli oddolnie. System może stać się prawdziwym systemem, jeżeli będzie długofalowo zajmował się zdrowiem Polaków, a nie tylko gasił pożary, o czym Pan przed chwilą powiedział.
Pan profesor Kulesza wyraźnie dał do zrozumienia, że wraz z koncepcją oparcia konfiguracji państwa o samorządy wszelkiego rodzaju, w tym samorządy zawodowe, możemy stworzyć płaszczyznę do tego, żeby zbudować sobie możliwości dyskutowania czy współdecydowania na poziomie samorządu lokalnego. Mnie niepokoi, że samorządy zawodowe złożone z ekspertów nie są wykorzystane przez ministra. Szkoda, że nie korzysta się z tego, co wiedzą i widzą.