Strona główna WYWIAD Zarządzający w medycynie: Lek. stom. Leszek Dudziński

Zarządzający w medycynie: Lek. stom. Leszek Dudziński

1913
PODZIEL SIĘ

Współczesny student medycyny w trakcie kształcenia wygląda nieco inaczej niż jeszcze dobrych kilka lat temu.
Nowoczesne kształcenie opiera się właśnie na tym, by odnaleźć odpowiedź na pytanie, w jaki sposób skorzystać ze wszystkich dobrodziejstw techniki i technologii. Mnie satysfakcjonuje, jak student chodzi z tabletem, który jest jego podręcznym źródłem pozyskiwania wszelkich informacji. Również takiej wiedzy, o której i w jakiej sali student ma zajęcia. Kiedyś na wydziałach medycznych widziało się studenta dźwigającego ze sobą podręczniki, teraz to wygląda inaczej. Zmieniają się kanały kształcenia (śmiech).

Zarządzanie Szpitalem Uniwersyteckim to trudność, choćby w relacji przełożony – podwładny. Bo personel medyczny odpowiada przed Panem i przed rektorem Uniwersytetu.
Problem faktycznie jest, ale nieco innej natury. Spośród ludzi, którzy są przecież charakterologicznie odmienni, do pracy w szpitalu trzeba wybrać tych, którzy są na tyle odpowiedzialni, że mogą pracować w zespołach i nie oglądając się jeden na drugiego, realizować zadania swoje i zespołu. Na tym polega cała trudność: na zasadzie eliminacji niewłaściwych ludzi; i faktycznie część osób od nas odchodzi. To z kolei pozwala nam dobierać tych, którym się chce pracować; którzy mają jasno postawione cele i je realizują. Stąd biorą się nasze wszystkie drobne sukcesy.

Czy aby to podejście nie ma źródeł w wojskowym zarządzaniu, które jeszcze nie tak dawno u Państwa nie było wcale historią? Szpital ma bowiem źródła wojskowe, a w obecnej formie istnieje dopiero od 2009 roku.
Chciałbym być czasem generałem! (śmiech). Mieć takie uprawnienia, które pozwolą od czasu do czasu kogoś zdegradować, z miejsca odwołać, a czasem kogoś nagrodzić medalem za męstwo. Natomiast najprostszy sposób zarządzania, który dopuszcza wielu do współdecydowania, tak naprawdę tylko pozornie rozkłada ryzyko na parę osób. Ta odpowiedzialność spoczywa na pozycji lidera, który ma to zapisane w umowie, gdzie obowiązuje odpowiedzialność ujednolicona. On z kolei próbuje delegować te zadania na tych, którzy są jego podwładnymi.

Czy widzi Pan łatwość czy trudność w zarządzaniu byłymi strukturami wojskowymi w medycynie? Bo ja osobiście dostrzegam plusy i minusy.
Tak, ja również zauważam plusy i minusy. Jest grupa ludzi, która przyjęła jako obowiązujący, nazwijmy to, stary rytm pracy, gdy szpital zamykano o 14:00. Z tego szpitala, który był szpitalem planowego leczenia, musieliśmy zrobić szpital w gotowości całodobowej, także z możliwością zabezpieczenia ostrych przypadków neurochirurgicznych, laryngologicznych czy neurologicznych, czyli po prostu tych, którymi obecnie się zajmujemy. To był trudny proces. Część osób dostosowała się, a część nie, i oni już z nami nie pracują. Są też i dobre strony posiadania przeszłości wojskowej: mimo tego, że infrastruktura szpitala jest po części z lat 60. XIX wieku (sic!), rodem z lazaretu pruskiego, to jednak utrzymano ją na takim poziomie, że mogła służyć dalej. Wprawdzie musieliśmy przywrócić ją naszymi ostatnimi inwestycjami do normalności, ale, wyobraźmy sobie, ta pierwotna infrastruktura funkcjonowała jeszcze 4 lata temu. Funkcjonowała na takiej samej bazie jak przed II Wojną Światową. Żołnierze w czasie wojny stoczyli bitwę tu, pod Mławą, a potem samoloty z jednostek pruskich stacjonujących w okolicy Olsztyna latały nad Warszawą. Nie możemy bowiem zapominać, w jakim okresie historycznym się znajdowaliśmy. Od tego momentu obiektów tych nie remontowano, a one jednak nadal funkcjonowały. Nie miałyby szans na funkcjonowanie, gdyby nie to, że była to infrastruktura wojskowa.

dudziński3

I to jest pozytywne, bo uwarunkowało ciągłość istnienia. U Państwa w Szpitalu, a nie jest to zwyczajny, typowy szpital uniwersytecki. Funkcjonuje 8 oddziałów oraz Izba Przyjęć. Są to oddziały: neurologii, rehabilitacji, w tym neurologicznej, chirurgii szczękowo-twarzowej, otolaryngologii; jest też chirurgia onkologiczna i kilka innych. To są oddziały ukierunkowane na zagadnienia głowy i szyi. Mówię o tym, by zrobić przedśpiew do tego, że jest Pan jednym z nielicznych dentystów w Europie zawiadujących szpitalem uniwersyteckim.
(Śmiech) Tak. Przez parę lat zajmowałem się chirurgią szczękowo-twarzową, 17 lat byłem ordynatorem oddziału chirurgii szczękowo-twarzowej w Miejskim Szpitalu w Olsztynie, do tego pełniąc funkcję przewodniczącego Okręgowej Izby Lekarskiej przez 3 kadencje. Temat problemów zdrowotnych nie był mi obcy. Zastanawiając się nad możliwościami rozwoju świadczeń medycznych w Olsztynie, to skokiem jakościowym było przede wszystkim utworzenie ośrodka akademickiego i szpitala uniwersyteckiego, które dały podstawy do otworzenia transplantologii, do rozwoju kardiochirurgii, będących prawie we wszystkich szpitalach, ale dla nas były to początki przemian. Dały również podstawy do utworzenia szpitala, który wzorował się na ośrodku medycznym w Heidelbergu, czyli ukierunkowanego na zagadnienia neurologii, schorzeń głowy i szyi.